sobota, 10 grudnia 2016

Blogmas: dzień 10. - a Ty jak spędziłeś swoje ostatnie urodziny? ;)

           Sobota, dwa tygodnie do Świąt, więc przygotowania nabierają coraz większego tempa. W tym całym zamęcie chciałabym Wam dzisiaj zaproponować chwilowy powrót do wakacji. Przenieśmy się do sierpniowej Hiszpanii, gdzie przepięknie przygrzewa słoneczko, a na termometrze widnieje ponad trzydzieści kresek. Właśnie w jeden z takich dni wypadły moje urodziny, które spędziłam wyjątkowo nietypowo. Tego dnia bowiem opuściliśmy stolicę Hiszpanii i przejechaliśmy kilkadziesiąt kilometrów kierując się w stronę gór Guadarrama. Po drodze minęliśmy słynny Escorial, ale to nie on był celem naszej wyprawy. Nie, myśmy udali się ciut dalej i ciut wyżej do miejsca zwanego Valle de los Caídos, czyli do Doliny Poległych. Świetne miejsce na spędzenie swoich ostatnich przed trójką z przodu urodzin c'nie? ;p Ale zapewniam Was, że miejsce robi ogromne wrażenie, chociaż zdecydowanie nie jest to żadna wesoła historia. Zapraszam na relację! :)


          Pełna nazwa tego miejsca to Monumento Nacional de Santa Cruz del Valle de los Caídos - Narodowy Pomnik Świętego Krzyża w Dolinie Poległych i dokładnie tłumaczy jego charakter. Jest to mauzoleum poświęcone pamięci ofiar wojny domowej w Hiszpanii toczącej się w latach 1936-1939. Jego budowę zlecił w pierwszą rocznicę zakończenia wojny generał Franco, zaś ukończone zostało dopiero w 1959 roku. Widząc jednak rozmach tej budowli zupełnie nie dziwi, iż budowa trwała niemalże dwadzieścia lat. To co widać na powyższym zdjęciu jest jedynie małą częścią tego, co powstało.


           Najbardziej charakterystycznym punktem całego mauzoleum jest zdecydowanie ogromny krzyż umieszczony na szczycie góry. Kiedyś można było wjechać kolejką do jego podnóża, żeby móc z bliska przyjrzeć się 18-metrowym figurom czterech ewangelistów oraz czterech cnót u podstawy krzyża, jednakże od kilku jest nieczynna. A szkoda, bo podejrzewam, że widok z góry na okolicę jest zachwycający. Sam krzyż też robi ogromne wrażenie, bowiem ma aż 152,4 m wysokości, 46 m rozpiętości i 6 m szerokości, zaś waży 201 tysięcy ton i jest widoczny z odległości prawie 50 kilometrów (czyli czasem widać go nawet z Madrytu) Jest on też zarazem najwyższym pamiątkowym krzyżem na świecie.


       Jak już wspominałam, mauzoleum leży w górach Guadarrama w dolinie Cuelgamuros. Składa się ono nie tylko z widocznego krzyża, ale także z gigantycznej podziemnej bazyliki wykutej w skale, zaś po drugiej stronie wzgórza  Risco de Nava mieści się klasztor benedyktyński. Tam jednak nie dotarliśmy, bo zabrakło nam czasu. Sporo go bowiem spędziliśmy wewnątrz - w bazylice. Niestety obowiązywał tam zakaz fotografowania, więc jedynie słowami mogę spróbować opisać to, co tam zobaczyliśmy. Wyobraźcie sobie podziemną kryptę, długą na 262 metry i wysoką na sześć pięter. Pamiętajcie, że absolutnie wszystko zostało wykute w skale przez kilkanaście tysięcy więźniów, bowiem w myśl polityki pojednania każdy dzień pracy oznaczał skrócenie wyroku o dwa dni, a za rok pracy darowano 10 lat więzienia. Brzmi jak niezły układ, ale nie do końca tak było, bo wielu oddało przy budowie swoje życie. Zresztą, pochowanych we wnętrzu bazyliki zostało czterdzieści tysięcy poległych w wojnie, a także sam generał Franco po swojej śmierci w 1975 roku. Przy ołtarzu znajduje się tablica ze złotymi literami "Francisco Franco Bahamonde", którą oświetla światło z wykutego w skale okienka. Znajduje się tu również drewniany krucyfiks, wykonany osobiście przez dyktatora z drzewa jałowcowego. Panuje tutaj przyjemny latem chłód, ale mnie to miejsce przyprawiało o dreszcze. Czuć tutaj ogromną powagę, którą potęguje panująca cisza. Rozmiary wnętrza przytłaczają, widać, że Franco chciał przytłoczyć ludzi rozmachem tego miejsca i to mu się udało.


           Wszystko w tym miejscu jest ogromne, dlatego też zupełnie nie dziwi, iż przed wejściem do bazyliki rozciąga się olbrzymi plac. Widok z niego zaś jest oszałamiający, bowiem przepięknie prezentuje się dolina, a w oddali majaczą przedmieścia Madrytu. Miejsce na to mauzoleum zostało wybrane naprawdę doskonale, mimo iż nie należy do najbardziej obleganych turystycznie. Ciężko się w ogóle czegokolwiek o nim dowiedzieć w Hiszpanii, wszyscy raczej ciągną do Escorialu niż tutaj.


            Te urodziny na pewno zapamiętam na długo właśnie dzięki wizycie w tym miejscu. Spędzone tutaj godziny sprawiły, że w pełni poczułam ciężar historii, która sprawiła, iż doszło do powstania mauzoleum. Postanowiłam też przyjrzeć się z bliska hiszpańskiej wojnie domowej, bo przyznam szczerze, że jest to zupełnie pomijany w naszej szkole temat i jedyne co mi się z nią kojarzy to postać Hemingwaya. ;)  Jeśli kiedyś będziecie w okolicy Madrytu, znajdźcie kilka godzin i przejedźcie się do tego miejsca. Warto tutaj zapalić świeczkę tym bezimiennym ludziom, którzy ponieśli największą ofiarę - zarówno w czasach wojny jak i przy budowie. Co też i ja uczyniłam w swoje urodziny. :)


~~Madusia.

10 komentarzy:

  1. Gdzie spedzilas urodziny? Na cmentarzu;) mina osoby pytajacej bezcenna;) krzyz robi ogromne wrazenie. 7

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja swoje urodziny mam w ten poniedziałek :)
    Ładne zdjęcia <3

    http://klaudia-modelska.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękne miejsce, niezwykła historia.
    Zazdroszczę takich pięknych urodzin. Moja koleżanka z roku dwa tygodnie temu była u znajomych w Hiszpanii. :)

    Pozdrawiam,
    http://tamczytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Też chcę takie urodziny! A one już jutro... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne urodziny i piękne miejsce. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zazdrościłam Ci urodzin przeżytych w Hiszpanii.
    Pokazałaś niezwykłe miejsce i niezwykłą historię.

    Wspaniała relacja i przepiękne zdjęcia.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie, pozazdroscic takich urodzin <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Przybijam piąteczkę, ponieważ również obchodzę urodziny w sierpniu, a po drugie również obchodziłam je w Hiszpanii :D Zapamiętam to "ćwierćwiecze" pewnie na długo, ponieważ zarówno wieczór przed urodzinami był świetny. Klasztor w Sobrado był naprawdę tajemniczym i wyjątkowym miejscem, a przy okazji spotkałam tam dwójkę Polaków z którymi między innymi świętowałam, bo wiedziałam że w dzień urodzin się nie spotkamy, bo oni podróżowali na rowerach, a ja na piechotę. Po drugie urodzinowy poranek i mgła o 6 rano była niesamowita. Szczególnie, że przez długi czas szłam wówczas sama i nikogo nie mijałam, a cały świat dookoła jakby spał. Poza tym wszystkie ciepłe otrzymane wiadomości i telefony. Szczególnie ten od poznanego wcześniej Hiszpana, który śpiewał mi hiszpańską urodzinową piosenkę przez telefon, a ja śmiałam się jak głupia prawie na środku jakiegoś skrzyżowania. Potem niestety zrobiłam sobie coś w nogę, utykałam i ledwo dotarłam do schroniska. Miałam jednak szczęście bo byłam jedną z ostatnich osób, dla których było miejsce w środku. Potem poznałam osobiście "Włóczykija" z którym spędziłam część wieczoru, słuchając hiszpańskiej grupy młodzieży, która śpiewała i tańczyła. To na pewno był wyjątkowy dzień na Camino :)
    Ty wybrałaś bardzo specyficzne miejsce do spędzenia swoich urodzin. Ten plac jest wielki, ale świetnie się prezentuje. Szczególnie, że te widoki z niego mmm. Już sobie wyobrażam wnętrza. Szkoda, że kolejka nie działała. To mogłoby być ciekawe doświadczenie znaleźć się pod takim wielkim krzyżem.
    Ciekawe jakie będą przyszłoroczne urodziny... :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. :)
Jeśli możesz, zostaw adres, będzie łatwiej mi się odwdzięczyć. :)
I nie pisz obs za obs, jeśli chcesz- zaobserwuj. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...