Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 maja 2020

Ślub w czasie zarazy, czyli jak to wygląda w maseczkach. :)

       Dokładnie miesiąc temu, osiemnastego kwietnia, wyszłam za mąż. I chociaż od początku planowaliśmy skromny i mały ślub cywilny, to rzeczywistość zweryfikowała nasze plany dość mocno. Przyszła pandemia, wzmożony reżim sanitarny, nakaz noszenia maseczek, a wraz z tym wszystkim trzeba było podjąć decyzję - bierzemy ślub w takich warunkach czy przekładamy? A że uparta ze mnie dziewuszka, to stwierdziłam, że nie ma co przekładać, tylko trzeba się dostosować i ogarnąć wszystko na nowo. I o tym będzie ta dzisiejsza notka, pierwsza po długiej przerwie. :)


czwartek, 16 maja 2019

Mój własny Kraków: majówka w ZOO i co się w nim zmieniło po pięciu latach ;)

       Ależ nam ten maj niemajowy się zrobił. Strasznie słaba ta wiosna, ciągle mam wrażenie, że na nią czekamy i doczekać się nie możemy. Podobnie było w długą tegoroczną majówkę, więc wszelkie nasze plany wyjazdowe wzięły w łeb i nie ruszaliśmy się nigdzie poza Kraków. Drugiego jednak maja wyszło na kilka chwil słońce, zrobiło się ciut cieplej i szybko postanowiliśmy wykorzystać to okienko pogodowe i wybrać się do krakowskiego ZOO, gdzie ostatni raz byliśmy grubo ponad pięć lat temu. Trochę się od tego czasu tam pozmieniało. Oczywiście na lepsze. :) 

niedziela, 28 października 2018

Mój własny Kraków: Restaurant Week Polska w L'atmosphere Restaurant&Bar.

       Koniec października zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim jesień, która w Krakowie ma ostatnio przeróżne oblicza. Raz jest ciepło i słonecznie, a następnego dnia szaro, buro i smogowo. Trzeba się przyzwyczaić, zwłaszcza że dzisiaj zmienialiśmy czas i teraz to dopiero będzie ciemno, gdy słońce (o ile się pojawi) będzie znikać po szesnastej. Nie ma co jednak narzekać, trzeba sobie znaleźć jakiś sposób na radzenie z jesienną chandrą. Dobrym sposobem jest jedzenie i pewnie dlatego Restaurant Week jest organizowany właśnie w tym czasie. Od kilku lat bierzemy udział w tym wydarzeniu i przyznam szczerze, że należy ono do grona moich ulubieńców. Bo może i nie widać tego po mnie, ale jednak lubię sobie czasem dobrze zjeść. A tutaj mam chwilami niepowtarzalną okazję na spróbowanie smaków, które normalnie nie goszczą na moim talerzu. ;) Tym razem postanowiliśmy poszerzyć nasze kulinarne horyzonty wyprawą aż na lotnisko w Balicach, gdzie w hotelu Hilton mieści się L'atmosphere Restaurant&Bar. I była to naprawdę pyszna wyprawa. <3


poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Mój własny Kraków: wiosna na Zakrzówku.

       I wreszcie przyszła wiosna. I świat się zazielenił, ptaszki radośnie ćwierkają nam za oknem, a nasze świntuchy szaleją na punkcie świeżej zielonej trawy. I jak tylko ciepło i słonecznie się zrobiło, to od razu człowiekowi chce się żyć i jakoś funkcjonować poza domem i kocykiem. I dlatego też w sobotę wyruszyliśmy na pobliski Zakrzówek, żeby móc się tą cudną wiosną pozachwycać. I ten właśnie spacer chcę Wam dzisiaj pokazać. ;) Nie będzie to zbyt długa notka, bo wiosna wiosną, ale przeziębienie nie wybiera i oczywiście od piątku kicham i prycham. ;) Ale się nie poddaję. ;)

sobota, 25 lutego 2017

Mój własny Kraków: szukanie wiosny na Zakrzówku. :)

       Drugi miesiąc 2017 roku zleciał mi w niesamowitym tempie. Dawno nie działo się aż tyle w tak krótkim czasie, o czym już pisałam Wam w poprzednim poście. Dalej jest nam szalenie smutno bez Nataszki, Kluska zaczyna wariować z samotności (podejrzewamy, że zajada smutek, bo ciągle domaga się jedzenia), więc coraz poważniej zabieramy się za szukanie odpowiedniej towarzyszki dla niej. ;) Powoli też porządkujemy mieszkanie po przeprowadzce, ale ciągle jeszcze nierozpakowane torby straszą nas po kątach. ;) W weekendy zaś zamiast się nimi zajmować wolimy się przejść na pobliski Zakrzówek (o którym już kiedyś Wam pisałam) i poszukać wiosny. ;) I rezultaty tych poszukiwań chciałabym teraz właśnie pokazać. ;)

z widokiem na Wawel. ;)
       

środa, 14 grudnia 2016

Blogmas: dzień 14. - o tym jak bardzo Sushi Kushi. ;p

          W czternastym dniu naszego blogmasa skupimy się na jedzeniu. I to na nie byle jakim, bo jednym z moich ulubionych, chociaż zdecydowanie nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Wprost przeciwnie, pierwszym sushi jakie spróbowałam, plułam dalej niż widziałam. ;p Dopiero później stwierdziłam, że jednak nie jest to takie złe, a w momencie, gdy odkryłam knajpę, o której dzisiaj chcę napisać, przepadłam i zakochałam się w nim po czubki moich włosów. ;p Otóż kilka miesięcy temu na naszym betonowym zadupiu wszechświata, jakim jest krakowski Ruczaj, swoje podwoje otworzyła sieciówka Sushi Kushi, a że mamy tam dosłownie dwa kroki pojawiliśmy się dość szybko. Pierwsza wizyta zaowocowała prawdziwą miłością i od tamtej pory zamawiamy tam raz na jakiś czas. A co dokładnie tak mnie urzekło - o tym poniżej. Zapraszam. :)


   

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Blogmas: dzień 5. - zima na ramiona moje spadła. :)

           Przymroziło dzisiaj w Krakowie, chyba pierwszy taki mróz w tym roku. Oczywiście przekłada się to na słynny już krakowski smog, który niedługo popularnością przebije smoka wawelskiego. Na moim nieco brudnym oknie kuchennym szron namalował piękne wzory, zaś cała okolica widoczna z niego pokryta jest równie delikatną białą mgiełką. Przyznam szczerze, że wygląda to całkiem nieźle, ale i tak nic nie mnie przekona, żebym polubiła zimę. Nie ma takiej możliwości, mnie musi być ciepło i koniec. I jeszcze słońce, bez słońca mi smutno. ;p Ale żeby nie było, że zimą tylko i wyłącznie kocykuję i siedzę w domu, dzisiaj na blogmasie pojawi się sporo zimowych krajobrazów. I szykujcie się na jutro, mikołajkowa opowieść będzie naprawdę dla mnie ważna. :)

zdjęcie nieocenionej Oli. F. <3 

poniedziałek, 28 listopada 2016

Mój własny Kraków: bliskowschodnie klimaty na Szerokiej po raz drugi. :)

       Huhuha, taka zima zła. Przyszła dzisiaj do Krakowa i przykryła miasto białą pierzynką. Może to i lepiej, bo ta wszechobecna szarość już trochę mnie dołowała. Ale nie ma, nie dajemy się smutkowi, bierzemy się w garść i tuptamy przed siebie z wysoko podniesionym czółkiem (albo coś w tym stylu ;p). W ramach psychoterapii blogowej wymyśliłam (i trochę podpatrzyłam na innych blogach, trza się inspirować przecież ;p), że zrobię wyzwanie typu blogmas, czyli coś na kształt kalendarza adwentowego na blogasku. I w związku z tym od pierwszego grudnia aż do Wigilii notki będą pojawiały się codziennie. Takie wyzwanie! Będzie się działo, to na pewno mogę Wam obiecać. ;)
      A ostatnio znów stwierdziliśmy, że fajnie będzie wyjść z domu, bo tyle dobrych miejsc w Krakowie jest. Trochę się zastanawialiśmy, gdzie by tu sobie coś dobrego zjeść, aż padło na miejsce dobrze nam znane. Ba, nawet już o nim pisałam, prawie trzy lata temu. I tak w nawiązaniu do tej notki wylądowaliśmy w sobotnie popołudnie na krakowskim Kazimierzu, gdzie mieści się lokal o nazwie Hamsa hummus & happiness israeli restobar. Czy i tym razem nam smakowało? Zapraszam do lektury. :)

środa, 16 listopada 2016

Mój własny Kraków: idealny sposób na zimę wg Mr. Pancake.

          Ostatnie dni nie były łatwe, a od wczoraj jest jeszcze gorzej. Nasza świnka Nataszka wylądowała u weterynarza i została tam na noc, a dopiero za kilka godzin będziemy wiedzieli co jej się dzieje. Jeśli nie jest strasznie źle to będzie to tylko infekcja, jeśli będzie źle to kamień i czeka ją operacja. W ramach wsparcia dla Nataszki u weterynarza została też nasza druga świnka Kluska i strasznie smutno i cicho zrobiło się nam w mieszkaniu. Szczególnie dało się to odczuć rano, gdy robiłam Tomaszowi śniadanie do pracy i nikt się nie darł, gdy otwierałam lodówkę. A uwierzcie, Kluska drzeć się potrafi jak wyczuwa potencjalną możliwość zjedzenia czegoś dobrego. ;) Dobrze, że nie gustuje w tym co my, bo mielibyśmy wczoraj ogromne wyrzuty sumienia, ponieważ wracając od weterynarza postanowiliśmy skorzystać z okazji, że jesteśmy w centrum Krakowa i wybrać się na jakiś szybki obiad. A że ostatnio czytałam o pewnej knajpie, to nie wahaliśmy się długo i skierowaliśmy nasze kroki w stronę ulicy Dolnych Młynów i miejsca o nazwie Mr.Pancake Kraków / Bifor.  I powiem Wam, że była to naprawdę dobra decyzja i jedyny jasny punkt wczorajszego dnia. :)


poniedziałek, 31 października 2016

Mój własny Kraków: Targi Książki. :)

     Nie za bardzo wiem jak zacząć, co zdarza mi się po raz pierwszy odkąd piszę tego blogaska. Teraz jestem jednak w takim momencie swojego życia, że też nie bardzo wiem co dalej - egzamin mi nie poszedł, więc pozostaje wymyślenie planu B. Zawsze byłam w tym dobra, a zmiana przeróżnych założeń przychodziła mi stosunkowo łatwo, ale teraz mam kryzys. I tak od kilku dni snuję się nieco bez sensu. Staram się jednak trzymać i nie załamywać, w końcu świat się nie skończył, a życie toczy się dalej. I będzie dobrze, jeszcze nie wiem jak, ale na pewno dobrze. ;) W ramach pocieszenia wybrałam się w piątek na Targi Książki odbywające się w Krakowie. Udało mi się wygrać zaproszenie od jednej z księgarni internetowych, więc mimo kiepskiego nastroju, postanowiłam z niego skorzystać. Zdecydowałam się na piątek, żeby jeszcze przed weekendowym tłumem zobaczyć co i jak, bo aż wstyd się przyznać, ale nigdy wcześniej na targach książki nie byłam. W tym roku udało mi się za to wziąć udział w targach kosmetycznych w Bolonii, ale jak się okazało - nie ma porównania. ;) Zapraszam na moją wyjątkowo subiektywną relację (przy czytaniu należy wziąć pod uwagę, że gdy tam byłam, miałam naprawdę wielkiego doła, co bardzo oddziaływało na moje postrzeganie rzeczywistości ;p).

niedziela, 23 października 2016

Mój własny Kraków: Restaurant Week Polska w Restauracji Qualita.

         Mam wrażenie, że każdy kolejny dzień jest coraz krótszy i coraz mniej w jego trakcie robię. Pewnie wiąże się to z faktem, że za trzy dni mam egzamin i mam coraz bardziej mieszane uczucia w stosunku do mojego rezultatu. O dziwo, jednak nie stresuję się tak, jak zwykłam to czynić przed każdym cięższym egzaminem, co nieco mnie zastanawia. Nie wyciągam jednak pochopnych wniosków i po prostu czekam na środę, bo wtedy to właśnie ma mieć miejsce to zacne wydarzenie, na które czekam i zakuwam od tylu miesięcy. I powiem Wam, że nie mogę się doczekać aż będzie już po. Tak po prostu po, żebym mogła z czystym sumieniem odgruzować nasze mieszkanie, przeczytać książkę bez wyrzutów sumienia czy też obejrzeć seriale, które leżą i czekają na mnie. I to bez względu na wynik, bo przecież świat się nie zawali jak mi nie wyjdzie, a przynajmniej tak sobie uparcie powtarzam od pewnego czasu. ;) A wczoraj w ramach odpoczynku i chęci zjedzenia czegoś dobrego (no bo bądźmy szczerzy, ostatnio głównie jemy kasze w różnych konfiguracjach, zaś zrobienie sałatki to już maksimum tego na co mnie obecnie stać ;p), postanowiliśmy wziąć po raz pierwszy udział w evencie Restaurant Week Polska.


środa, 31 sierpnia 2016

Hiszpańskie opowieści: w chmurach.

          Ostatni dzień sierpnia. Strasznie szybko zleciały te wakacje i z każdym kolejnym dniem denerwuję się coraz bardziej zbliżającym się egzaminem. Dodatkowo ciągle ciężko jest mi się przestawić po wyjazdach na tryb naukowy i nieco to wszystko kuleje. Generalnie kryzys mam, ale liczę, że szybko się z nim uporam, w przeciwnym razie będzie kiepsko. Nie ma jednak co marudzić i zapeszać, co ma być to będzie, a będzie dobrze! ;p Dzisiaj przygotowałam notkę podniebną, przeniesiemy się bowiem kilka kilometrów w górę. Nasza podróż do Hiszpanii składała się łącznie z trzech lotów i każdy z nich obfitował w piękne widoki, szczególnie poranny lot z Santiago do Madrytu, gdy mogliśmy podziwiać wschód słońca. ;) W zeszłym roku takowy widzieliśmy w Bieszczadach, w tym gdzieś nad Madrytem. I oba mnie oczarowały. I reszta widoków też. Sami zobaczcie! :)

niedziela, 31 lipca 2016

Mój własny Kraków: Zakrzówek i trzecie urodziny blogaska!

           Lato w pełni, połowa wakacji za nami, sezon urlopowy w pełni, wszyscy zwiedzają świat, a ja siedzę i się uczę kolejny miesiąc. Trochę mam wrażenie, że czas przecieka mi między palcami, ale innego wyjścia nie mam, trzeba się uczyć i koniec. Przez to lipiec praktycznie cały siedzieliśmy w domu i nic ciekawego się nie działo (no, poza ślubem mojej młodszej siostrzyczki, który celebrowaliśmy tydzień temu), czego wyrazem jest niezwykle zaniedbany blogasek. Mam z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia, ale z drugiej strony mam je też, gdy się nie uczę, więc koło się zamyka. Dzisiaj postanowiłam wreszcie wziąć się w garść (bo wczoraj pół nocy zakuwałam) i napisać coś nowego. Zwłaszcza że kilka dni temu strzeliła nam trzecia rocznica blogaskowa i głupio przerywać pisanie po takim czasie. I z tego powodu wrócimy dzisiaj do cyklu o moich ulubionych miejscach w Krakowie i wybierzemy się na Zakrzówek, którego zdjęcia na instagramie robiły ostatnio furorę. ;) Zapraszam! :)

wtorek, 31 maja 2016

FMF 2016: Video Game Show: Wiedźmin 3 Dziki Gon.

         Tego jeszcze na blogu nie było, ale od wczoraj mam w sobie taką ilość endorfinek, że muszę się nią dzielić z całym światem, żeby nie eksplodować z nadmiaru pozytywnych emocji. Od kilku lat w Krakowie (dokładniej od dziewięciu, bowiem była to edycja z takim właśnie numerem) odbywa się Festiwal Muzyki Filmowej. Zawsze chciałam się na niego wybrać, ale zwykle o biletach dowiadywałam się w momencie, gdy były już dawno wykupione. W zeszłym roku jednak się z Tomaszem postaraliśmy i ogarnęliśmy temat ciut wcześniej i udało się nam wybrać na Międzynarodową Galę Seriali. Zachwyciła nas totalnie, zwłaszcza że większość seriali oglądamy (bądź też oglądaliśmy) na bieżąco, więc wysłuchanie na żywo z orkiestrą melodii tak doskonale nam znanych było absolutnie genialnym przeżyciem. Motywy z "Gry o tron", "Dextera" czy "Wikingów" na długo zostały w moim serduszku (polecam sprawdzenie w internecie nagrań jak to wyglądało). A skoro nam się tak bardzo spodobało, to z większą uwagą śledziliśmy informacje o tegorocznej edycji. I jak tylko się okazało, że będzie koncert z muzyką z "Wiedźmina 3", tak bilety zakupiliśmy jeszcze w grudniu, a wczoraj wieczorem wybraliśmy się radośnie do krakowskiej Tauron Areny. A co nas tam zastało, zobaczycie za chwilę. ;)


piątek, 27 maja 2016

Mój własny Kraków: Bezogródek.

       Końcówka maja obfituje w piękne i wolne dni. Wczorajszy Dzień Matki spędziłam z moją rodziną, która wpadła nas odwiedzić w Krakowie i przy okazji podrzucić nam trzecią świnkę do kompletu. Teraz mamy prawdziwe stado i radosne kwiki i tupot małych nóżek rozlega się co kilka chwil na podłodze. Wolne dni to także czas, który zwykle staramy się wykorzystać jak najlepiej i dlatego wczoraj wieczorem wybraliśmy się z Tomaszem na krakowskie Błonia. I wówczas narodził się w głowie mej pomysł na nowy cykl na blogasku, który zatytułowałam "mój własny Kraków". Będę w nim przedstawiała swoje ulubione miejsca, gdzie lubię bywać, gdzie można dobrze i fajnie zjeść, gdzie po prostu czuję się dobrze. Czasem prosicie mnie o polecenie jakiegoś miejsca, więc teraz wszystko będzie zebrane w jednym miejscu na blogasku. Na pierwszy ogień pójdzie nasze wczorajsze odkrycie - Bezogródek.


piątek, 26 czerwca 2015

Magiczne i niepowtarzalne zachody słońca. :)

        Oj, przeleciał mi ten czerwiec w oka mgnieniu, zdominowany głównie różnymi akcjami na uczelni, walką z pracą magisterską (ale wreszcie oddana w całości czeka na ostatnie poprawki,  a i termin obrony został wyznaczony) i pracą. Na podróże i inne aktywności czasu niestety zabrakło, ale będziemy nadrabiać już od przyszłego tygodnia. ;) A dzisiaj postanowiłam wprowadzić na blogu mój własny (i przez to niezwykle subiektywny) przegląd zachodów słońca, do których mam ogromną słabość. Gdziekolwiek jestem, zawsze próbuję się na niego załapać. Oczywiście najbardziej fotogeniczny jest nad wodą różnoraką, stąd też większość zdjęć właśnie z takich miejsc będzie pochodzić. A pomysł na notkę narodził się jako inspiracja z mojego instagrama, gdzie ostatnimi czasy najczęściej pojawia się zachód słońca fotografowany wprost z mojego krakowskiego mieszkania. Okazało się, że całkiem niezły punkt widokowy mamy z okna na piętrze i można czasem złapać bardzo ciekawe ujęcia. Sami zresztą zobaczcie. :)


sobota, 8 listopada 2014

Wyjątkowa foodstockowa sobota. :)

        Im chłodniej się robi w Krakowie, tym większą mamy ochotę, żeby siedzieć w domowych pieleszach, a nie wędrować po górach. Intensywny tryb życia (studia, magisterka, praca) powoduje, iż chwilami nie ma się ochoty ani tym bardziej czasu, żeby przygotować samemu w domu jakiś dobry obiad, więc zdarza się nam go zamówić albo też wyjść na miasto, do jakiejś fajnej knajpy. I tutaj czasem pojawia się problem, bo mamy kilka swoich ulubionych, ale czasem przydaje się odmiana. A że Kraków knajpami stoi, to wybór jest spory. I z pomocą przychodzi nam organizowany cyklicznie, co kilka miesięcy, festiwal, o którym już kiedyś pisałam. Ostatnia edycja wyjątkowo odbyła się w ostatnią sobotę września (bo zawsze jest to niedziela),nosiła nazwę Before & After i rozpoczynała się o godzinie 14.00, dzięki czemu nie trzeba było się zrywać wczesnym bladym świtem, żeby w samo południe stawić się w Fabryce na krakowskim Zabłociu. :) Można było się spokojnie wyspać i z pustym brzuszkiem (jest to warunek konieczny, bo w przeciwnym razie po drugiej porcji mamy już dość, a tyle pyszności wokół) zameldować się na dawnych terenach fabrycznych nieopodal Wisły. :)


sobota, 28 czerwca 2014

X Małopolski Piknik Lotniczy.

       Nareszcie! Sesja się skończyła, egzaminy pozytywnie pozaliczane, przeprowadzka do nowego mieszkania już też za mną, aczkolwiek ciągle na walizkach i kartonach jesteśmy, bo nikt nie ma siły tego wszystkiego rozpakować. I zamiast w pierwszą wolną sobotę się za to zabrać, to z samego rana zapakowaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy do Muzeum Lotnictwa Polskiego, na którego to terenie odbywa się, dziesiąty już, Małopolski Piknik Lotniczy. Dla mnie jednak była to pierwsza taka wizyta i byłam pod ogromnym wrażeniem. Nadal w sumie jestem. :)


            

niedziela, 1 czerwca 2014

Grill w Obserwatorium Astronomicznym.

       Maj w tym roku był niezwykle zamotanym miesiącem, który zakończyłam całkiem przyjemnym akcentem, a mianowicie grillem w Obserwatorium Astronomicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Długo się wahałam nad pójściem, bo to w sumie sobota po południu i pogoda taka niepewna i lepiej w domu posiedzieć, ale koniec końców wybraliśmy się. I była to naprawdę dobra decyzja. Z wielu względów. ;)


    

niedziela, 18 maja 2014

Foodstockowa niedziela.

       Dzisiaj Kraków podzielił się na tych co biegają i na tych co jedzą. My oczywiście zaliczamy się do tej drugiej grupy, więc niemalże punktualnie w samo południe stawiliśmy się na Zabłociu, gdzie na starych pofabrycznych terenach, znajduje się klub "Fabryka". W dniu dzisiejszym stał się on małym królestwem pysznego jedzenia, bowiem gościł w swoich progach szóstą już edycję festiwalu Foodstock- tym razem poświęconą w głównej mierze majowemu grillowaniu. Trochę martwiła mnie panująca za oknem aura, bowiem ciężko jednak grillować w strugach rzęsistego deszczu, który od kilku dni nie opuszcza Krakowa, ale dzisiaj, na szczęście, odpuścił i można było spokojnie wyruszyć na Zabłocie. No, prawie, bowiem z powodu maratonu dojazd do niego był szalenie utrudniony i trzeba było swoje odstać w korkach. Ale warto było. :)


     
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...