sobota, 8 sierpnia 2015

Jak dobrze nam zdobywać góry: Tarnica i ciut więcej. ;)

       Rozszalały nam się temperatury, oj rozszalały. W końcu lato pełną gębą. Na szczęście, po pobycie w Zagrzebiu jestem już niemalże uodporniona na upał, aczkolwiek nie było to pierwsze ekstremalne zwiedzanie tych wakacji. Na początku lipca byliśmy w Bieszczadach i oprócz nocnego wędrowania i wschodu słońca na połoninie, wybraliśmy się w ramach Korony Gór Polski na ich najwyższy szczyt. I wbrew pozorom, to dopiero była prawdziwa przeprawa i chwilami droga przez mękę. ;)

Tarnica 1364 m.n.p.m.
      
      Naszą wyprawę rozpoczęliśmy o godzinie jedenastej na ostatnim parkingu w miejscowości Wołosate. Nieco nas zaskoczył fakt, że był on właściwie pusty, ale dochodząc do punktu, w którym należało uiścić opłatę za wejście do Bieszczadzkiego Parku Narodowego wiedzieliśmy dlaczego tak było. Otóż znaczna większość turystów po prostu parkuje na poboczach i przy przystanku PKS, z których jest bliżej do wejścia o jakieś dwieście/trzysta metrów. Nigdy chyba nie zrozumiem mentalności pewnych osób i muszę się z tym wreszcie pogodzić. ;)

takie urocze napadły na nas na drodze - dzień wcześniej widzieliśmy jak je golili. ;)
       
       Jednak rzeczą, która nas najbardziej zaskoczyła, była kolejka do kasy. Pierwszy raz zdarzyło się nam tak długo czekać na możliwość wejścia. Jakoś strasznie wolno szło i dopiero po kilkunastu minutach mogliśmy wejść na szlak niebieski, z którego wiodła droga na Tarnicę. Zgodnie ze szlakowskazami mieliśmy dwie godziny do przełęczy pod Tarnicą, a później jeszcze kwadrans żółtym szlakiem na sam szczyt.


       Początkowo droga była niezwykle przyjemna, wiodła wśród łąk. Narzuciliśmy sobie szybkie tempo, żeby wyprzedzić sporą grupę kolonijną, która zachowywała się dość głośno. Niestety, szlaki na Tarnicę należą do wyjątkowo obleganych i mogliśmy zapomnieć o spokojnym wędrowaniu. Co chwilę albo kogoś wyprzedzaliśmy albo ktoś nas mijał, radośnie się witając. A słońce z każdą minutą grzało coraz mocniej.


        Cieszyliśmy się, że dość szybko droga zaczęła iść przez las, w którym było nieco chłodniej. Trochę brakowało w nim przewiewu, ale i tak taka wędrówka była nieco lżejsza niż po otwartym terenie. Ciekawą rzeczą jest to, że spora część szlaku to po prostu schody, które też pomagały we wspinaniu się. Podejście z Wołosatego ma około sześciuset metrów, aczkolwiek nie odczuwa się tego zbyt mocno właśnie dzięki schodom. Akurat trafiliśmy na moment, w którym część z nich była w remoncie i musieliśmy się poruszać po poszyciu leśnym, co było zdecydowanie trudniejsze. Tempo nadal mieliśmy niezłe, musieliśmy się tylko mocno nawadniać, żeby móc je utrzymać. :)


        Kilkaset metrów przed Przełęczą wychodzi się z lasu i szlak wiedzie dalej schodami w górę. Tutaj jednak zdecydowanie piękniejsze widoki są, zwłaszcza doskonale widoczny jest czerwony szlak z Ustrzyk Górnych, wiodący w swojej końcowej części połoninami Szerokiego Wierchu.

czerwony szlak i połoniny Szerokiego Wierchu.

         Na Przełęczy, na wysokości już 1275 m.n.p.m., można usiąść i odpocząć kilka chwil przed atakiem szczytowym na ławeczkach ustawionych po bokach skrzyżowania szlaków. Tutaj dochodzi właśnie czerwony szlak, zdecydowanie bardziej uczęszczany od niebieskiego, którym wchodziliśmy i robi się nieco tłoczno. Podczas odpoczynku, podziwialiśmy widoki, bowiem rozpościera się już z Przełęczy piękny widok na Halicz i czerwony szlak wiodący do niego. Szczególnie uważnie się właśnie jemu przyglądaliśmy, bo tą drogą bowiem chcieliśmy kontynuować naszą wędrówkę tego dnia. Pojawił się jednak też właśnie na Przełęczy poważny problem, który nigdy wcześniej nie przydarzył się nam na szlaku. Przy dość szybkim wchodzeniu (cała droga zajęła nam niecałe półtorej godziny) i wysokiej temperaturze pragnienie było spore i okazało się, że zostało nam jakieś nieco ponad pół litra wody. W perspektywie jeszcze czterech (!!!) godzin wędrówki był to naprawdę spory problem, zwłaszcza że po drodze nie było żadnego schroniska, żeby ją zakupić. Z dylematem co dalej, ruszyliśmy schodami w górę, prosto na najwyższy szczyt polskiej części Bieszczadów. :)


        Sam szczyt zrobił na nas naprawdę niezłe wrażenie, przede wszystkim swoją wielkością. Mimo panującego na nim tłoku i kilku wycieczek, spokojnie dało się posiedzieć, odpocząć i chłonąć widoki. Najsmutniejszą natomiast rzeczą był brak tabliczki na szczycie. Szlak wiodący na górę był oznakowany perfekcyjnie, nie dało się zgubić czy pomylić drogi, zaś na samym szczycie takie wielkie rozczarowanie. Pozostało zrobić sobie zdjęcie z krzyżem, chociaż Tomasz twierdził, że nie da się go całego objąć na zdjęciu. ;)


       Podczas schodzenia miałam twarde postanowienie, że jednak zmieniamy plany i czerwonym szlakiem schodzimy do Ustrzyk, żeby kupić wodę i wrócić do Wołosatego. Minusem tej trasy był spory fragment wiodący po asfalcie, który przy takim upale był naprawdę rozgrzany i przez to nieprzyjemny. Przy Przełęczy, widząc ilość ludzi znajdującą się na tym szlaku i nieco rozczarowaną minę Tomasza, stwierdziłam, że damy radę i idziemy początkowo planowaną trasą na Halicz, a później do Wołosatego, cały czas czerwonym szlakiem. Zeszliśmy ostro w dół schodami do Przełęczy Goprowskiej, gdzie odbiliśmy w prawo. Tutaj już zdecydowanie mniej ludzi było i wędrówka stała się znacznie przyjemniejsza. No prawie. ;)


      Trzeba przyznać, że widokowo trasa była przepiękna. Jednak przy takim nasłonecznieniu i temperaturze wydawała się drogą przez mękę. Chyba nawet w piekle nie było tak gorąco, jak wtedy na szlaku. Chwilami ratowały nas podmuchy wiatru, ale zdarzały się wyjątkowo rzadko. I do tego jeszcze ta świadomość, że musimy oszczędzać wodę. Z każdym kolejnym krokiem utwierdzałam się w przekonaniu, że nie był to jednak dobry pomysł, ale odwrotu już nie było. Trzeba było zacisnąć zęby i iść przed siebie. :)

z widokiem na Tarnicę.

       Na Halicz dotarliśmy szybko, chociaż przy podejściu miałam dość. Dawno nie wchodziłam na szczyt niemalże ciągnąc nogę za nogą. Na szczycie przyszła chwila na odpoczynek i małe uzupełnienie płynów, bo woda była już racjonowana. Pocieszałam się faktem, że teraz czeka nas już tylko schodzenie i pewnie wreszcie wędrowanie po lesie. Bardziej nie mogłam się mylić. ;)

ze szczytu Halicza też ładnie widać Tarnicę.

         Owszem, schodziliśmy z Halicza, ale przed nami wznosił się jeszcze jeden szczyt Rozsypaniec o wysokości 1280 m.n.p.m. Przyznam szczerze, że był to dla mnie moment krytyczny, tempo siadło nam całkowicie, ledwo byłam w stanie stawiać kolejne kroki. Tomasz wykazywał się ogromnym wsparciem i motywował mnie do dalszej wędrówki, chociaż sam też był już mocno zmęczony. Powolutku jednak dawaliśmy radę.

schodzimy.
i wchodzimy znów. /o\
Tomasz też chciał fotę z Tarnicą.

       Zejście do Przełęczy Bukowskiej było już zdecydowanie przyjemniejsze. Zarządziliśmy krótki odpoczynek przy wiacie, kolejne umoczenie ust w resztach wody i ruszyliśmy w dalszą drogę. Znaki pokazywały, że do Wołosatego są jeszcze dwie godziny, chcieliśmy więc pokonać tą trasę jak najszybciej. I mimo naprawdę niezłego tempa, niewiele krócej nam ta trasa zajęła. Dodatkowo wcale nie była zbyt urodziwa, bo wiodła po starej drodze prowadzącej do granicy ukraińskiej, przez co drzewa rosły wyłącznie na poboczach, nie tworząc żadnego parasola ochronnego. Dalej byliśmy wystawieni na działanie naprawdę mocnego słońca, dobrze że przed wyjściem posmarowaliśmy się grubą warstwą mleczka do opalania. Przydało się. ;)


      Ostatnie dwa kilometry szlaku były prawdziwym koszmarem, bo prowadziły już szeroką asfaltową drogą wśród pól. Tutaj żadnej ochrony już nie było. Prowadziła nas jedynie myśl, że niedaleko wejścia do Parku był sklep, w którym na pewno mają coś zimnego do picia. Każda motywacja jest dobra, ale ta zdecydowanie była najlepszą z możliwych tego dnia. Chyba do końca życia nie zapomnę smaku tej wody, którą wtedy wypiliśmy. I tego szczęścia, że to już koniec wędrówki i możemy spokojnie siąść w klimatyzowanym samochodzie i z czystym sumieniem wrócić do pokoju, wziąć zimny prysznic i udać się na zasłużony obiad mistrzów. :)))


      Cała trasa zajęła nam dokładnie sześć godzin, w trakcie których przeszliśmy prawie dwadzieścia jeden kilometrów. Przy dziesięciu stopniach mniej i większej ilości zapasów, byłaby to naprawdę przepiękna wędrówka z niesamowitymi widokami. Tutaj jednak z każdą chwilą zmęczenie sprawiało, że nie za bardzo zwracaliśmy uwagę na otoczenie, chociaż ostatni fragment trasy od Przełęczy Bukowskiej do szalenie atrakcyjnych nie należał. Jedynie na samym końcu, pięknie i dostojnie na horyzoncie malowała się Tarnica. I naprawdę warto na nią wejść. :)

piękna i wyniosła Tarnica. :)))

~~Madusia.

41 komentarzy:

  1. Podziwiam Was, ja bym nie dała rady wędrować przez 6 godzin. Ale patrząc na widoki
    warto by było. Tam jest tak pięknie! :)

    Serdecznie zapraszam do mnie: http://world-of-sandra-anna.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne widoki , na pewno warto było wędrować tak długo . Szacun ,że daliście rade !:)

    http://adtadtadta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. przede wszystkim gratuluję zdobycia Tarnicy! :) brak wody to faktycznie problem, ale daliście radę i nic Wam się nieprzyjemnego nie stało. :) zrobiliście sporo kilometrów... w sumie jestem zdziwiona, że zdecydowaliście się na wędrówkę w taki upał.
    pocztówkę z krzyżem na Giewoncie mam, ale z krzyżem na Tarnicy nie.

    OdpowiedzUsuń
  4. piękne zdjęcia i świetny tytuł posta, aż włączyłam tę piosenkę ''jak dobrze nam zdobywać góry''. ja nigdzie w te wakacje nawet nie pojechałam ;/ pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurde, podziwiam za TAKIE WYPRAWY w upał... Ale czego nie robi się dla cudownych widoków, satysfakcji i dobrych zdjęć ;) Tarnica to nawet spore wyzwanie, podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne, znajome widoki, ale taka trasa naprawdę potrafi dać się we znaki, przy takim upale i małej ilości wody. Szacun, że pomimo wszystko daliście radę:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ach te upały... Ludzie się dziwią, ale zdecydowanie bardziej wolę gdy jest zimno (szczególnie podczas chodzenia po górach!). Piękne widoki :)

    http://podrozewsrodpiekna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla takich widoków warto trochę się pomęczyć :)
    http://dominikamorys.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajne zdjęcia, zwłaszcza te zwierzątka na drodze :)
    http://astrall-bloguje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Mega blog !
    Zapraszam do mnie ; flarri.blogspot.com
    Myśle że zostawisz po sobie jakiś ślad ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetne widoki! Zapraszam do mnie, mam nadzieję, że jeśli Ci się spodoba zostaniesz na dłużej :) smileelucky.blpgspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. http://tulipan4212.blogspot.com/ zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja juz dawno nie byłam w górach :D
    http://official-patty.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Madusiu,
    cudowna relacja i przepiękne zdjęcia.
    Trasa mocno dała Wam się we znaki.
    Jestem zachwycona krajobrazami.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
  15. Śliczne zdjęcia i ciekawe notki <3

    Coś czuję, że będę wpadała tu codziennie :3

    Zapraszam do mnie :*

    Wspólna Obserwacja :) ?

    http://believeinhimselfx33.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Piękne widoczki :) Jak widać nie trzeba jechac daleko zeby tak milo spedzic czas w takim pieknym krajobrazie ;)

    http://kaleerie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Piękne widoki,ja ostatnio wybrałam się na Morskie Oko i nad Czarny Staw,-Ludzi masa!

    OdpowiedzUsuń
  18. Byłam w Bieszczadach jeszcze w gimnazjum i pamiętam że z trudem chodziło się po górach a jeszcze w taką pogodę to już rzeczywiście hardcorowe, podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Widoki wydają mi się niezmienne gdziekolwiek jest się w górach :) też bywam w nich często. Współczuję wchodzenia zakwasy na pewno były lub są. Pozdrawiam :)
    odrobinaraju.pl

    OdpowiedzUsuń
  20. Podziwiam naprawdę ;) ja chyba nie wybrałabym sie w taka pogodę na wędrówkę na szczyt, gratuluje

    izzy-bblog.blogspot.com
    (Mogłabym poprosić o poklikanie w ostatnim poście ? ;) )

    OdpowiedzUsuń
  21. Śliczne zdjęcia :)

    www.roseoffashionblog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Uwielbiam oglądać zdjęcia z podróży! Gratuluję zdobycia szczytu! Gdyby tylko moi znajomi lubili chodzić po górach...
    Pozdrawiam :)

    http://natasiak.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  23. góry !<3 to co kocham...:)

    Pomogłabyś mi? Jeśli tylko masz czas i ochotę, poklikaj w poscie w linki : http://twoimioczami.blogspot.com/2015/08/pierwsza-wspolpraca-my-wishlist-with.html Z góry dziękuje:) a jeśli uważasz za spam - okej! Mimo wszystko zostawiam komentarz :)

    OdpowiedzUsuń
  24. nice post :)

    http://www.itsmetijana.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  25. o ludu ja chcę w góry jeszcze raz:D

    OdpowiedzUsuń
  26. Mega zdjęcia .zapraszam do mnie ; flarri.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  27. ciekawe zdjęcia, góry są piękne!

    Zapraszam do obejrzenia mojego filmiku konkursowego Coca Cola i dziękuję za każdą opinię.

    http://zyciepiszehistoriee.blogspot.com/2015/08/konkurs-coca-cola.html

    Pozdrawiam Zuzia :)

    OdpowiedzUsuń
  28. super zdjecia :) ja mieszkam prawie że w górach, bo do
    gór stołowych mam chyba m,niej niż 20 km wiec
    dla mnie góry to normalka :)
    pozdrawiam cieplutko myszko :*
    ayuna-chan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  29. Zazdroszcze :) Ja jeszcze nigdy nie byłam w Górach. Byliśmy na wycieczce w Zakopanem ale na szlak nie wchodzilismy.

    http://zyjewmoimwlasnymswiecie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  30. fanką chodzenia po górach nie jestem, ale wybrałabym się gdzieś zdobyć jakiś mały szczyt :) mierzę siły na zamiary :P same widoki już mnie przekonują !

    OdpowiedzUsuń
  31. Cudowne widoki, aczkolwiek po górach chodzić nie lubię, haha :) melodylaniella.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  32. post dla moich teściów, którzy kochają zdobywać góry:p
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
  33. W te wakacje również byłam na Tarnicy, wraz z zespołem mieszkaliśmy w Wołosatem :D! Niezapomniane widoki.

    Pozdrawiam // mój blog

    OdpowiedzUsuń
  34. świetne widoczki! :)
    Pozdrawiam, Monika

    OdpowiedzUsuń
  35. Piękne widoki :) O dłuższego czasu chodzi mi po głowie rowerowy wypad w Bieszczady :) Może w przyszłym roku się uda :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. :)
Jeśli możesz, zostaw adres, będzie łatwiej mi się odwdzięczyć. :)
I nie pisz obs za obs, jeśli chcesz- zaobserwuj. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...