piątek, 2 listopada 2018

Zaczytana Madusia: na co czekam w listopadzie, czyli zapowiedzi czytelnicze.

       I zaczął się listopad - najbardziej znielubiony przeze mnie miesiąc w roku, chociaż mam nadzieję, że ten będzie ciut lepszy. Trochę przyczynią się do tego na pewno premiery książkowe, bo zapowiadają się naprawdę świetnie i większości nie mogę się już doczekać. ;) I nie będę się dzisiaj rozwlekać zbyt długo, tylko od razu przejdę do konkretów. Zapraszam do lektury! :)

niedziela, 28 października 2018

Mój własny Kraków: Restaurant Week Polska w L'atmosphere Restaurant&Bar.

       Koniec października zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim jesień, która w Krakowie ma ostatnio przeróżne oblicza. Raz jest ciepło i słonecznie, a następnego dnia szaro, buro i smogowo. Trzeba się przyzwyczaić, zwłaszcza że dzisiaj zmienialiśmy czas i teraz to dopiero będzie ciemno, gdy słońce (o ile się pojawi) będzie znikać po szesnastej. Nie ma co jednak narzekać, trzeba sobie znaleźć jakiś sposób na radzenie z jesienną chandrą. Dobrym sposobem jest jedzenie i pewnie dlatego Restaurant Week jest organizowany właśnie w tym czasie. Od kilku lat bierzemy udział w tym wydarzeniu i przyznam szczerze, że należy ono do grona moich ulubieńców. Bo może i nie widać tego po mnie, ale jednak lubię sobie czasem dobrze zjeść. A tutaj mam chwilami niepowtarzalną okazję na spróbowanie smaków, które normalnie nie goszczą na moim talerzu. ;) Tym razem postanowiliśmy poszerzyć nasze kulinarne horyzonty wyprawą aż na lotnisko w Balicach, gdzie w hotelu Hilton mieści się L'atmosphere Restaurant&Bar. I była to naprawdę pyszna wyprawa. <3


sobota, 20 października 2018

Zaczytana Madusia: wrześniowy stosik, czyli co przeczytałam we wrześniu.

       Połowa października już za nami i piękna złota jesień chyba też. Od wczoraj w Krakowie tylko mgła, ziąb i smog, czyli szara rzeczywistość. Mnie złapało przeziębienie i chyba jakieś przemęczenie organizmu, bo po prostu na nic nie mam od dawna ochoty i ciężko mi się zmobilizować do jakiegoś działania, stąd moja nieobecność w internetach. Ale co gorsza - w październiku przeżywam też totalną niemoc czytelniczą, więc przyszłomiesięczny post nie będzie zbyt obszerny. Jeśli chodzi o wrzesień, to przeczytałam w trakcie jego trwania czternaście książek, w tym aż dziewięć papierowych. :) Zapraszam na krótkie podsumowanie i ich mini recenzje. :)

wrześniowe zestawienie.

sobota, 29 września 2018

Zaczytana Madusia: na co czekam w październiku, czyli zapowiedzi czytelnicze.

       Gdzie jest ten wrzesień? - ja się pytam, bo normalnie zleciał mi nieprawdopodobnie szybko. Sporo się działo, głównie w pracy, stąd też moja chwilowa nieobecność tutaj, bo ciężko jeszcze znaleźć czas na pisanie, gdy nie ma cię w domu po kilkanaście godzin dziennie. Ale teraz już powinno być lepiej (albo po prostu znajdę sposób, żeby być w kilku miejscach jednocześnie ;p), więc na dobry początek (czyli koniec miesiąca) zestawienie czytelniczych zapowiedzi października, bo jakoś z wrześniowymi mi nie poszło. Niemniej jednak to właśnie nadchodzący miesiąc szykuje dla mnie wiele naprawdę wyczekanych pozycji, głównie z tematyki kryminalno-fantastycznej. Wybaczcie, ale tym razem kolejność jest bardzo dowolna, wyłamałam się ze stałej alfabetycznej, jaką do tej pory stosowałam. ;) 


niedziela, 16 września 2018

Zaczytana Madusia: sierpniowy stosik, czyli co przeczytałam w sierpniu.

       "I znów upór, żeby powstać i znów iść i dojść do celu" - ostatnio niemal bez przerwy słucham Grechuty i jego świetnego wykonania piosenki "Ocalić od zapomnienia". Jest w tym tekście jakaś niesamowita magia, która zawiera się w pierwszym zdaniu tej notki. I dzisiaj właśnie tak miałam, że wstałam i miałam w sobie tyle zapału, żeby wreszcie ogarnąć te wszystkie sprawy, które od dawna spycham na samą krawędź świadomości i za które kompletnie nie chce mi się zabrać. A przecież trzeba. :) Nie można ciągle spoglądać wstecz, trzeba patrzeć z nadzieją prosto przed siebie. I po tej całej wyjątkowo osobistej, jak na mnie, mowie, chciałabym Was zaprosić na czytelnicze podsumowanie sierpnia. Jakoś tak weszło mi już w zwyczaj, że takie podsumowania powstają w połowie miesiąca, ale wiadomo - lepiej późno niż wcale. ;) W sierpniu wydawało mi się, że czytałam zdecydowanie mniej, ale jak tak to wszystko policzyłam na spokojnie, to i tak wyszło szesnaście pozycji. Także aż tak źle nie było. :)


poniedziałek, 3 września 2018

Greckie opowieści: migawki z Krety.

       Wrzesień i po wakacjach. ;) W roku jakoś tak nam wyszło, że nasze wakacje skończyły się równocześnie z tymi szkolnymi i wszyscy dzisiaj grzecznie wróciliśmy do swoich zajęć. Przyznam szczerze, że ten tydzień urlopu był mi baardzo potrzebny i wykorzystałam go w pełni. Pierwszy raz zdecydowaliśmy się wybrać na wyjazd z biurem podróży i w sumie nie żałujemy, bo dzięki temu odpadło nam naprawdę wiele rzeczy do samodzielnego ogarniania. Kiedyś napiszę też o tym posta, ale dzisiaj będzie tak na szybko - czyli Wasze ulubione migawki. :) Zbyt wiele nie zwiedzaliśmy, bo jak się okazało, lenistwo nad basenem też jest bardzo przyjemną formą spędzania czasu. :)

niedziela, 19 sierpnia 2018

Zaczytana Madusia: lipcowy stosik, czyli co przeczytałam w lipcu.

       Wyjątkowo stresujący i męczący ten sierpień jest, więc nie odbiega od swojej corocznej normy. Obecnie najwięcej czasu poświęcamy naszej jedynej już żyjącej śwince morskiej, czyli Sancho, która od kilku tygodni boryka się ze zmianami nowotworowymi i co kilka dni pojawia się coś nowego, więc numer do weterynarza mamy praktycznie na szybkim wybieraniu. Na szczęście wreszcie sytuacja zaczyna się stabilizować, więc można nieco odetchnąć i zabrać się za nadrabianie zaległości, które w sierpniu naprawdę zrobiły się ogromne. Mimo iż już jesteśmy dawno za połową miesiąca, to dopiero teraz zabieram się za czytelnicze podsumowanie lipca. Przeczytałam wtedy aż siedemnaście książek, z czego pięć w wersji papierowej i dwanaście elektronicznych (i dalej wielbię Legimi <3), niestety nie wszystkie przypadły mi do gustu. O tym jednak poniżej - zapraszam do lektury!

niedziela, 12 sierpnia 2018

Podróż jak ze snu: Dubaj nocą.

       Nigdy nie ukrywałam, że nie przepadam za sierpniem, a tegoroczny zdecydowanie nie zmieni mojego nastawienia. Jak ktoś na bieżąco śledzi moje SM, to wie, że posypał nam się Sancho i od półtora tygodnia ciągle coś się z nią dzieje - przeżyliśmy już dwie operacje, dwa guzy, rozwalonego strupa i zakrwawione pół klatki. Teraz już powinno być lepiej, ale i tak rano budzę się przerażona, czy ona jeszcze oddycha. Nie ma lekko, niestety. I w takiej właśnie stresującej atmosferze wczoraj obchodziłam swoje trzydzieste pierwsze urodziny (jaka ja stara jestem, chociaż zupełnie tego nie czuję), w trakcie których to głównie przysypiałam na kanapie leżąc obok klatki z Sancho. Dzisiaj trochę spokojniej już jest, więc postanowiłam przysiąść i napisać wreszcie coś na blogaska, bo niedawno świętowaliśmy jego pięciolecie, a po nim zaraz taka pustka i cisza nastała. Postanowiłam więc kontynuować temat Dubaju, bo zostały mi do napisania maksymalnie jeszcze dwie notki, a później zapewne wrócimy do Hiszpanii (chyba że w międzyczasie pojawi się jakaś Grecja, ale o tym na razie cicho sza, bo jeszcze nic pewnego nie mamy). Dzisiaj zapraszam Was na nocne spacery po Dubaju, który wtedy prezentuje się naprawdę oszałamiająco. Zobaczcie sami! :)

niedziela, 29 lipca 2018

Zaczytana Madusia: na co czekam w sierpniu, czyli zapowiedzi czytelnicze.

       Upalna końcówka lipca nam się trafiła. Słońce grzeje szalenie, odbierając mi ochotę do jakiegokolwiek konstruktywnego działania, bo jest mi po prostu za duszno i gorąco. Pozostaje jedynie czytanie książek w ciut chłodniejszym zaciszu własnego domu. Po miesiącu przerwy postanowiłam powrócić do zestawienia najbardziej interesujących mnie zapowiedzi książkowych, bo w sierpniu szykuje się kilka prawdziwych perełek, na które czekam z utęsknieniem. Niektóre już zamówiłam i nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie wpadną w moje łapki. ;) 


środa, 25 lipca 2018

Piąte (5!!!) urodziny blogaska!

     Dokładnie pięć lat temu, w pewne słoneczne lipcowe popołudnie, postanowiłam założyć normalnego bloga. Wtedy szykowałam się na niesamowitą przygodę, którą był finał The Tall Ships Races z Rygi do Szczecina i nie miałam pojęcia, że tak długo będę sobie tutaj pisać. Przyznam jednak szczerze, że bardzo się do tego przyzwyczaiłam i mimo kilku przerw (bo jak wiadomo zawsze się przydają), pisałam całkiem regularnie. Polubiliśmy się z blogaskiem, ostatnio dorzuciłam do niego jako uzupełnienie Instagrama, rozwinęłam nieco nowe tematy i dalej mam pełną głowę nowych pomysłów - także nie wróżę mu szybkiego końca, a nawet wprost przeciwnie. :) I w tym miejscu chciałabym Wam wszystkim serdecznie podziękować za to, że jesteście i czytacie to, co wypływa via klawiatura prosto z mojego serduszka. <3 


     

sobota, 21 lipca 2018

Zaczytana Madusia: czerwcowy stosik, czyli co przeczytałam w czerwcu.

       Uff, wreszcie piękny i słoneczny weekend. Idealny na ogarnianie zaległości, bo trochę ich w ostatnim czasie się narobiło, a przez deszczową pogodę kompletnie byłam do niczego i totalnie nic mi się nie chciało. Wystarczyło jednak, że zaświeciło słońce i od razu pojawiły się miliony endorfinek i zapał i chęci do działania. ;) Z tej okazji postanowiłam wysprzątać mieszkanie (bo przecież sobota to dobry termin na to), a w przerwie napisać wreszcie czytelnicze podsumowanie czerwca, bo przecież już za kilkanaście dni będzie sierpień (btw. najbardziej nielubiany przeze mnie miesiąc w roku). Żeby Was zachęcić do dalszego czytania dodam tylko, że działo się dużo przez ten czerwiec. ;) 



niedziela, 15 lipca 2018

Podróż jak ze snu: tańczące fontanny w Dubaju.

      Skończył się czerwiec, zaczął się lipiec i już przeleciała go połowa, a mnie dalej nic się nie chce. Powiem Wam, że wcale nie jest to przyjemny stan i strasznie ciężko się zmobilizować, żeby zrobić coś konstruktywnego. I kończące się dzisiaj Mistrzostwa Świata niewiele mają z tym wspólnego, mimo iż większość spotkań udało mi się obejrzeć. ;) Mam nadzieję, że w finale wygra Chorwacja, bo już od pierwszego meczu podobało mi się, że tak bardzo chce im się grać. Widać było prawdziwą pasję, którą zawsze dobrze się ogląda. Podobnie jak w życiu - z pasją o wiele łatwiej zabrać się do pewnych rzeczy. Stąd właśnie wzięła się dzisiejsza notka - bo przecież lubię pisać, lubię opowiadać i wreszcie naszła mnie wena do tworzenia, a że obiecałam, że następną opowieścią będzie pokaz fontann w Dubaju - na niego właśnie teraz Was zapraszam. :)

niedziela, 10 czerwca 2018

Zaczytana Madusia: majowy stosik, czyli co przeczytałam w maju. :)

       Tegoroczna wiosna to jest wyjątkowo letnia i trochę się obawiam co to będzie się działo z temperaturą w ciągu tych wakacyjnych miesięcy. Przyznam szczerze, że w takim upale dość średnio funkcjonuję i głównie kryję się w zaciszu mieszkania i zaczytuję się kolejnymi książkami. ;) I nawet w przypadku tak zajętego miesiąca jakim był maj trochę tych książek pochłaniam. ;) W zeszłym miesiącu wyszło ich piętnaście i sama jestem zaskoczona, że aż tak dużo. ;) Ale tak to bywa, gdy się ma ich tak wiele, a wszystkie bardzo ciekawe. ;) W sumie ostatnio mam to szczęście, że nie natrafiam na naprawdę słabe książki, tylko sięgam po te, które mają szanse mi się spodobać i w maju tak dokładnie było. Zapraszam Was na pierwsze w historii blogaska (mam nadzieje, że nie ostatnie ;p) czytelnicze podsumowanie miesiąca. :) 


poniedziałek, 4 czerwca 2018

Podróż jak ze snu: pustynne safari pod Dubajem. :)

          Uff, pogoda przez ostatnie kilka dni daje nam naprawdę nieźle w kość - upały, burze i tak na zmianę. Taka temperatura zdecydowanie przypomina mi nasz zeszłomiesięczny pobyt w Dubaju, gdzie już na początku maja jest po prostu upalnie - nie zdarzyło się, żeby słupek rtęci spadał poniżej trzydziestu kresek. Wbrew pozorom "najchłodniej" i najprzyjemniej było na pustyni pod Dubajem, która jest chyba obowiązkowym punktem każdego wyjazdu do tego miasta. Nam szczęśliwie tak się złożył wyjazd, że od razu po przylocie mieliśmy w miarę wolny dzień (wylecieliśmy przed północą z Krakowa i wylądowaliśmy koło 7 rano w Dubaju) i mogliśmy się wybrać na wycieczkę. Oczywiście skorzystaliśmy z okazji i postanowiliśmy na własnej skórze przeżyć pustynne safari. I to właśnie o nim chcę Wam dzisiaj opowiedzieć. :)

czwartek, 31 maja 2018

Zaczytana Madusia: na co czekam w czerwcu, czyli zapowiedzi czytelnicze.

       Dobrze się złożyło, że ostatni dzień maja jest świętem i można spokojnie odpocząć i ogarnąć wszystkie zaległe sprawy (a przynajmniej ich większość). Koniec miesiąca to idealna pora, żeby przedstawić zestawienie najbardziej mnie interesujących książkowych zapowiedzi czerwca. Na szczęście nie ma ich zbyt wiele, bo po majowych szaleństwach już naprawdę powoli brakuje mi miejsca w mieszkaniu. Postanowiłam też od czerwca wrzucać tutaj zestawienia przeczytanych przeze mnie książek i to majowe pojawi się w ciągu najbliższych dni. ;) Generalnie chciałabym dążyć do tego, żeby posty książkowe i podróżnicze pojawiały się na przemian, chociaż wiadomo, że w nagłych przypadkach może ta równowaga być zachwiana. ;) A dzisiaj dla umilenia dnia wolnego zapraszam Was na zestawienie premier czerwca. :)


niedziela, 27 maja 2018

Podróż jak ze snu: migawki z Dubaju.

     Ależ zamotany i zmienny ten maj jest. Dzisiaj nie będę się wyjątkowo długo rozpisywać, bo jeszcze nie czuję się na siłach, chciałabym Wam jednak pokazać kolejne migawki. Po wyprawie do Czech wróciliśmy na dosłownie kilka dni do Krakowa, żeby przepakować walizki i przygotować się do kolejnej podróży. Tym razem nieco dalszej, bo aż na inny kontynent. ;) Była to moja pierwsza podróż poza Europę i nieco się tym faktem stresowałam (tak jak milionem innych rzeczy, ale o tym później), ale było naprawdę świetnie. Dubaj, bo właśnie to niesamowite miasto było celem naszej wyprawy, jest miejscem, które zdecydowanie warto zobaczyć choć raz na własne oczy. I kilkanaście migawek z niego dzisiaj dla Was przygotowałam, a więcej oczywiście będzie w następnych postach, na które już teraz serdecznie Was zapraszam.

czwartek, 3 maja 2018

Czeska majówka: migawki z wyjazdu. :)

      Maj jest absolutnie moim najulubieńszym miesiącem, a tegoroczny ma szansę zasłużyć na miano najlepszego. ;) Na razie jednak nie chcę zapeszać, chociaż zaczął się wprost doskonale, bo byliśmy z wizytą u naszych południowych sąsiadów. Podróż po Czechach planowaliśmy od ponad trzech lat i dopiero w tegoroczną majówkę udało nam się część tych planów urzeczywistnić. :) I przyznam szczerze, że jestem totalnie oczarowana tym krajem i na pewno wrócimy tam jeszcze kiedyś, bo wszystkiego zobaczyć nam się nie udało. Dzisiaj chcę Wam pokazać kilkanaście migawek z tego, co zobaczyliśmy i zwiedziliśmy i o czym pewnie sporo jeszcze tutaj napiszę. :) Mam nadzieję, że zdjęcia spodobają się Wam równie mocno jak i mnie. :)

Praga - w tle Hradczany i Most Karola.

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Mój własny Kraków: wiosna na Zakrzówku.

       I wreszcie przyszła wiosna. I świat się zazielenił, ptaszki radośnie ćwierkają nam za oknem, a nasze świntuchy szaleją na punkcie świeżej zielonej trawy. I jak tylko ciepło i słonecznie się zrobiło, to od razu człowiekowi chce się żyć i jakoś funkcjonować poza domem i kocykiem. I dlatego też w sobotę wyruszyliśmy na pobliski Zakrzówek, żeby móc się tą cudną wiosną pozachwycać. I ten właśnie spacer chcę Wam dzisiaj pokazać. ;) Nie będzie to zbyt długa notka, bo wiosna wiosną, ale przeziębienie nie wybiera i oczywiście od piątku kicham i prycham. ;) Ale się nie poddaję. ;)

czwartek, 12 kwietnia 2018

Zaczytana Madusia: na co czekam w kwietniu, czyli zapowiedzi czytelnicze.

       Wiadomo, że najcięższy jest powrót do życia po urlopie. ;) I ja właśnie przeżywam taki szok, z którym radzę sobie raz lepiej, a raz gorzej (np. gorzej było wczoraj, dzisiaj liczę, że forma będzie zwyżkować) i dlatego też trochę się opóźniłam z kwietniowymi zapowiedziami. Już prawie połowa miesiąca, a ja spieszę z notką na ten temat, ale i tak sporo ciekawych premier jeszcze przed nami. ;) Chociaż ich zatrzęsienie będzie w maju, który ogólnie u mnie też będzie wyjątkowo zakręconym miesiącem. ;) Ale na razie - książkowe premiery kwietnia!

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Opowieści z południa Europy - migawki z podróży.

       Jak to zwykle bywa po powrocie z wyjazdu szybciutko wrzucam migawki, żeby móc pokazać, gdzie nas nosiło. A tym razem przeszliśmy samych siebie (ale tak to bywa, gdy człowiek przed wyjazdem siedzi sam w domu przez tydzień i jedyne co może robić to przeglądać internety, bo wyjątkowo pechowo przeciął sobie palca i do niczego innego się nie nadawał. Tak, ten człowiek to ja. ;p) i w ciągu w sumie ośmiu dni przejechaliśmy prawie 2200 kilometrów głównie po Hiszpanii, zahaczając także o Francję i Andorę (bo tam nigdy wcześniej nie byłam). A w samej Hiszpanii hasaliśmy od Katalonii, przez Aragonię i Nawarrę, La Rioja, na Kraju Basków kończąc. ;) Ale nie tylko kilometry robią wrażenie, bo również różnice wysokości były spore - ostatni dzień zaczęliśmy na 1635 metrach, żeby wyjechać na niemalże 2300 metrów, a później pięknie prosto nad Morze Śródziemne. I powiem Wam szczerze, że było naprawdę świetnie, mimo iż pogoda nie zawsze była najpiękniejsza, ale i tak o wiele lepsza niż się spodziewaliśmy. Materiału na blogaska mam tak na jakieś pół roku do przodu, a dzisiaj chciałabym Wam tylko pokazać kilkanaście migawek miejsc, gdzie się pojawiliśmy. Serdecznie zapraszam! :)

Saragossa - z widokiem na katedrę. <3

niedziela, 4 marca 2018

Zaczytana Madusia: na co czekam w marcu, czyli zapowiedzi czytelnicze.

        Marzec! I tak naprawdę to jedyne na co czekam to wiosna. ;p Ja wiem, że zima i że musi być zimno, ale ostatnio tydzień w Krakowie był dosłownie arktyczny. I niby teraz ma już być lepiej, ale nie uwierzę, dopóki nie zobaczę, a raczej nie poczuję. ;) Początek roku pod względem czytelniczym mam naprawdę niezły, w lutym przeczytałam aż piętnaście książek, co miało bezpośredni związek z brakiem internetu w domu przez dwa weekendy, co też przełożyło się na moje blogaskowe zaniedbania, bo niestety siedzę nad nim właśnie głównie w weekendy. W tygodniu najczęściej od razu chomikuję się w łóżku z gorącą herbatką i kompletnie nic więcej robić mi się nie chce. Rzadko nawet laptopa włączam w domu. Liczę jednak, że na wiosnę będzie mi się bardziej chciało, zwłaszcza że koniec marca to u nas początek sezonu wyjazdowego. \o/ Ale zanim to - dzisiaj zapraszam Was na mój comiesięczny subiektywny przegląd najciekawszych premier nadchodzącego (a właściwie to już rozpoczętego) miesiąca. :)


niedziela, 11 lutego 2018

Chorwackie opowieści: jak dobrze nam zdobyć czasem górę w przerwie od żeglowania. ;)

        Już prawie połowa lutego, czas szybko biegnie i bardzo dobrze, bo dzięki temu coraz bliżej do wiosny. Zdecydowanie mam dość zimy, zimna i tej strasznej krakowskiej szarości. I dlatego dzisiaj postanowiłam odpocząć nieco od hiszpańskich opowieści i przenieść się w trochę inne rejony. ;) Ale też będzie ciepło (i to bardziej niż w listopadowej Hiszpanii) i też będą ładne widoczki, chociaż wiatraków brak. Za to w następnej notce (chyba że wreszcie trzasnę odkładaną bardzo w czasie recenzję) będzie ich pod dostatkiem. Dzisiaj jednak skupimy się na Chorwacji, gdzie w zeszłym roku znów żeglowaliśmy we wrześniu. I tak jakoś się złożyło, że to właśnie tam zdobyliśmy nasz jedyny szczyt, bo jakoś nie po drodze nam było w góry. I to właśnie o tej szalonej wyprawie będzie ta opowieść. ;) 


sobota, 3 lutego 2018

Hiszpańskie opowieści: kastylijskie wiatraki po raz pierwszy - Tembleque.

       Za oknem pierwsza, o dziwo słoneczna, sobota lutego. Styczeń minął mi bardzo szybko, ale ogólnie całkiem przyjemny był. Liczę, że luty też będzie udany, bo przecież każdy jego dzień przybliża nas do wiosny. A jak wiosna, to zaraz nasza marcowo-kwietniowa Hiszpania. A skoro Hiszpania, to dzisiaj wreszcie pojawią się na blogasku obiecywane i wyczekiwane wiatraki. ;) Zapraszam do czytania! ;)


niedziela, 28 stycznia 2018

Zaczytana Madusia: na co czekam w lutym, czyli zapowiedzi czytelnicze.

       Niedzielne przedpołudnie - cisza, spokój, wszyscy śpią. Tylko ja siedzę i stukam namiętnie w klawisze klawiatury, żeby napisać obiecaną notkę. Myślami jednak jestem daleko, nawet bardzo, bo u stóp Nanga Parbat, gdzie w ciągu ostatnich dwóch dni wydarzyło się coś niesamowitego. Inaczej nie da się tego określić, ciężko mi nawet teraz o tym pisać, bo łzy przeszkadzają mi wyjątkowo. Naprawdę jestem dumna z naszych chłopaków, dumna za to co zrobili, za te wszystkie decyzje, za ten ratunek, za to tempo i na końcu za to, że na pewno z ogromnym bólem musieli powiedzieć "nie". I to zdecydowanie była najtrudniejsza decyzja. I za to czapki z głów. :) Przyznam szczerze, że jest to trochę kiepskie wprowadzenie do notki, ale wybaczcie, musiałam o tym napisać, za mocno siedzi mi to teraz w głowie, słowa same układają mi się pod palcami i dziękuję sobie w tym momencie, że resztę notki napisałam wczoraj wieczorem. ;) I na nią właśnie teraz Was zapraszam - będzie to już comiesięczny przegląd moich (to wyjątkowo kluczowe słowo) najbardziej wyczekiwanych zapowiedzi czytelniczych. :)



sobota, 20 stycznia 2018

Hiszpańskie opowieści: malownicze ruiny zamku w Kastylii La Mancha. :)

          Weekend przywitał nas śniegiem i gorączką (niekoniecznie w tej właśnie kolejności), więc wszystkie ambitne plany wzięły w łeb i siedzimy w czterech kątach. Ma to swoje plusy, bo wreszcie można je ogarnąć i ogólnie zająć się sprawami, które czekały na swoją kolej i doczekać się jej nie mogły. I z tego właśnie powodu wracamy dziś na blogasku do Hiszpanii, gdzie z samego rana pożegnaliśmy wyjątkowo piękne i gościnne Toledo i ruszyliśmy dalej poznawać Kastylię La Manchę. A kojarzy się ona z Don Kichotem i wiatrakami, więc one były motywem przewodnim naszego kolejnego dnia w Hiszpanii. Jednak zanim do nich przejdziemy, dzisiaj będzie o pewnych malowniczych ruinach zamku w Almonacid de Toledo, leżącego mniej więcej dwadzieścia kilometrów od Toledo. 

niedziela, 14 stycznia 2018

Hiszpańskie opowieści: jeden dzień w Toledo.

       Zamotany ten początek roku jest totalnie. Chwilami jest ciężko, mimo to dobry nastrój mnie nie opuszcza. Postanowienia noworoczne realizują się powoli, ale taki ich urok, pewnych spraw się nie przyspieszy. Zastanawialiśmy się jak rozplanować tegoroczne urlopy (co ta praca z człowiekiem robi ;p) i stwierdziłam, że w tym roku darujemy sobie Hiszpanię, bo wreszcie byłoby fajnie pojechać gdzieś indziej. W związku z tym zaczęłam szukać biletów gdzieś na weekend majowy (ale się okazało, że to jednak kiepski termin) i padło na Wielkanoc. Tutaj wybór już był większy, dwa dni debatowaliśmy i wreszcie padło na... tak, oczywiście, że na Hiszpanię. ;p Tym razem jednak już nie Andaluzja, tylko lecimy do Girony i w zależności od pogody będziemy dalej działać. W planach jest Kraj Basków, ale na przełomie marca i kwietnia może być różnie, więc na razie konkretów nie ustalamy. Na to przyjdzie czas jakiś tydzień przed wyjazdem, jak prognozy będą mniej więcej przewidywalne. A że od momentu zakupu biletów tylko znów Hiszpanię mam w serduszku to stwierdziłam, że jest to idealny moment, żeby cofnąć się do listopada i opowiedzieć trochę o naszej podróży do Andaluzji i Kastylii La - Manchy. I dzisiaj stolica tej ostatniej wspólnoty autonomicznej będzie głównym bohaterem. Zapraszam Was do słonecznego Toledo! :)

niedziela, 7 stycznia 2018

Zaczytana Madusia: na co czekam w styczniu, czyli zapowiedzi czytelnicze.

     Uff, ten pierwszy tydzień roku zdecydowanie był szalony i wyjątkowo pracowity, więc po cichu liczę, że dalsze dni będą spokojniejsze. Na razie staram się ogarnąć moje postanowienia noworoczne i nawet trochę mi wychodzą. Trochę wyzwań czytelniczych ustanowiłam sobie na ten rok, kiedyś się nimi pochwalę, ale muszę znów wpaść w rytm blogowania, bo na razie kiepsko mi to wychodzi. Dzisiaj jednak postanowiłam wrócić do książkowych zapowiedzi, które całkiem ładnie przez zeszły rok mi wychodziły, poza grudniem, ale wtedy w sumie nic ciekawego nie było publikowane. ;) W styczniu też niewiele interesujących mnie pozycji się pojawi, zdecydowanie bardziej czekam na luty. Ale zanim on - zapraszam Was na styczniowe zapowiedzi! :)

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Żeby 2018 nie był gorszy! :)

         Tradycyjnie na zakończenie roku pisałam notkę podsumowującą, która teraz nieco się obsunęła w czasie i zamiast na koniec, będzie na początek nowego roku. ;) 2017 był dla mnie całkiem udany i dość mocno zakręcony, więc taka zmiana idealnie do niego pasuje. :) A od jutra już nie patrzymy wstecz, tylko przed siebie, bo znów głowę pełną marzeń, pomysłów i planów mam. Pytanie tylko jak z ich realizacją wyjdzie, gdyż ostatnio z czasem na wszystko mam mały problem, ale może w tym roku się uda. W końcu kupiłam sobie planner, więc może i zaplanować się coś uda! ;p A Wam wszystkim z całego serduszka życzę wszelkiej pomyślności w tym nowym roku i spełniania kolejnych marzeń! I zapraszam na krótkie podsumowanie ostatnich trzystu sześćdziesięciu pięciu dni. :))

w stronę słońca! 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...