środa, 4 stycznia 2017

Włoskie opowieści: marcowa Bolonia. :)

        Nowy rok, nowa ja i takie tam inne blablabla. ;p U nas zaczął się grubym falstartem, bo zamiast cudownych przemian mamy nieco mniej cudowną chorobę i w duecie kaszlemy i kichamy na zmianę. Nie ma w tym absolutnie żadnego uroku i chwilami cieszę się, że mamy dwa piętra w mieszkaniu i można chwilę posiedzieć samemu, bo tzw. "man cold" daje w kość nie tylko mężczyźnie. ;p I właśnie w takim radosnym stanie, otoczona wielkim kocem, stertą chusteczek i kolejnym kubkiem herbatki postanowiłam napisać pierwszą w tym roku notkę. Ostatnio trochę się zapuściłam z tematami podróżniczymi, więc dzisiaj nadrobimy tę zaległość i wybierzemy się do włoskiej Bolonii, którą udało nam się zwiedzić w marcu zeszłego roku. Mieliśmy na to zaledwie kilka godzin, bo dla niektórych z nas, był to wyjazd służbowy i większość czasu spędzaliśmy na halach wystawowych. O tym też będzie kiedyś kilka słów, ale najpierw samo miasto. Zapraszam Was zatem do słonecznej Bolonii. :))


       Na zwiedzanie wybraliśmy się z samego rana w słoneczną niedzielę. Początkowym problemem było oczywiście znalezienie miejsca parkingowego, ale na szczęście po kilkunastu minutach udało nam się zaparkować pod dworcem autobusowym nieopodal Scalinata Del Pincio i parku della Montagnola. Znajdowały się tutaj ruiny dawnych murów miejskich z XIII i XIV wieku, które oczywiście bardzo mi się podobały. ;)


          Po przejściu przez park kierowaliśmy się na azymut w stronę centrum. Nie mieliśmy żadnego konkretnego planu, chcieliśmy się po prostu przejść po mieście, trochę odpocząć i wejść na wieżę. ;) To ostatnie było jedyną pewną rzeczą, którą wiedzieliśmy, że chcemy zrobić, dlatego szliśmy mniej więcej w ich stronę (ich, bo są dwie, ale wejść można na tą większą). Nie spieszyliśmy się, kręciliśmy się po małych i wąskich uliczkach, które są dla mnie kwintesencją Włoch. ;) Miasto dopiero zaczynało budzić się do życia, także nigdzie tutaj żadnych szalonych tłumów nie było. ;)


          Kiedy dotarliśmy do podnóża wież okazało się, że nie była to zwykła niedziela, tylko Niedziela Palmowa i załapaliśmy się akurat na święcenie palemek. Tutaj dopiero był tłum, dlatego odpuściliśmy sobie na razie wieżę i ruszyliśmy dalej przed siebie.


        Bez zatrzymywania się przeszliśmy przez Rynek Główny (Piazza Maggiore) i znów zanurzyliśmy się w labiryncie małych uliczek. Wreszcie dopadło nas zmęczenie i na Piazza Minghetti postanowiliśmy usiąść na ławeczce i łapać promienie wiosennego słońca, którego w Bolonii było mnóstwo. Zresztą, nie tylko my w tej urokliwej okolicy mieliśmy taki pomysł, bo cały plac był zajęty przez takich właśnie amatorów ciepła jak my. Szczególnie spodobał mi się pan widoczny na zdjęciu poniżej, a zwłaszcza jego przeuroczy towarzysze. ;)


        Nasyceni witaminą D do granic możliwości wróciliśmy na Piazza Maggiore, by w spokoju teraz nią się pozachwycać. Tutaj słońce dawało jednak tak mocno popalić, że musieliśmy się chować głównie w cieniu Palazzo del Podestà, ale dzięki temu podziwialiśmy Bazylikę św. Petroniusza. Tak szczerze, to z zewnątrz nie wywarła na mnie większego wrażenia, daleko jej do tych w Toskanii. Na pewno jest duża, ale nie zawsze duże znaczy ładniejsze. ;pp Najbardziej spodobała mi się Fontanna Neptuna, która była też najbardziej obleganym miejscem. Nic dziwnego, tuż obok niej, na Piazza del Nettuno odbywały się różne pokazy, było szalenie głośno, ludzie tańczyli i śpiewali. Istny festiwal radości. ;)


         Przed wyprawą na wieżę stwierdziliśmy, że trzeba by się wreszcie napić kawusi, bo kolejny dzień wczesnego wstawania dawał nam się powoli odczuć. Trochę się martwiłam, bo nigdy do tej pory wcześniej we Włoszech nie udało nam się wypić dobrej kawy, musimy mieć wybitnego pecha co do niej. ;) Tym razem jednak było inaczej. Wybraliśmy malutką knajpkę nieopodal wież, w której mieściło się dosłownie kilka stoliczków. I tutaj właśnie (aż żałuję, że nie zapamiętaliśmy nazwy, ale mamy zdjęcie wnętrza) dostaliśmy najpyszniejszą kawę we Włoszech. ;) Fakt, zbyt wysoko postawionej poprzeczki nie miała, ale smakowała cudownie. Istny nektar bogów. :)


       Tak bardzo uszczęśliwieni ruszyliśmy wreszcie ku wieży. Jak już wspominałam, wieże są dwie - Asinelli (ta większa wysoka na prawie 90 metrów) i Garisenda (mająca zaledwie 47 metrów). Do zwiedzania udostępniona jest ta większa, bilet kosztuje trzy euro, zaś na samą górę prowadzi nas 498 schodów. Ciekawym urozmaiceniem tak wysokiej wspinaczki są tabliczki, które pokazują, jak wysokie są inne włoskie wieże. ;) Najlepsze jednak czeka na górze - niesamowicie malownicza panorama Bolonii, czyli dokładnie to, co uwielbiamy najbardziej. ;)


         Zdecydowanie na wieży podobało mi się bardzo, aż schodzić z niej nie chciałam, ale powoli zaczynał nas gonić czas. Przeszliśmy się jeszcze trochę słynnymi miejskimi arkadami, których w Bolonii nie brakuje. Ciągną się one bowiem na 37 km (!!!), są wysokie i przestronne, bo miały za zadanie zmieścić jeźdźca na koniu. Robią wrażenie, to trzeba przyznać, zwłaszcza że są fajnie wykorzystywane m.in. jako malutkie ogródki dla pobliskich knajpek. ;)


        Sporo jeszcze jest fajnych rzeczy w Bolonii do zwiedzenia, nie udało nam się dotrzeć przede wszystkim do najstarszego na świecie uniwersytetu, którego miasto jest siedzibą aż po dziś. Liczę jednak, że jeszcze kiedyś tu wrócimy i wtedy na spokojnie będziemy mogli pozachwycać się tym pięknym miastem. :) Bo jest tutaj naprawdę świetnie! :)


~~Madusia. 

19 komentarzy:

  1. Zazdroszczę Wam tych podróży! :) Piękne zdjęcia no i znajdująca się na nich Bolonia :)
    Przepysznej kawki sama bym spróbowała, bo bez niej moje życie nie miałoby sensu! :D
    Sama jestem chora - katar ustępuje, a kaszel się wzmaga, co mnie troszkę martwi :( życzę więc i Wam i sobie szybkiego wyzdrowienia! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. super dopracowane masz te posty! Bardzo podoba mi się blog!! <3
    pozdrawiam!

    i zapraszam do mnie: http://roxyolsen.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. My bylismy we wrzesniu w Bolonii i tez mało czasu było na zwiedzanie. Do centrum podjechalismy na rowerach, troche pokrecilismy sie po uliczkach, zjedlismy same dobre rzeczy i w sumie tyle :)
    tez mi sie podoba zdjecie Pana z pieskami :d

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Twoje zdjęcia z podróży :-)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne zdjęcia, jak ja tęsknię za podróżami!
    My też na zwiedzanie Bolonii mieliśmy kilka godzin i bardzo żałuję, że byliśmy tam tak krótko, ale na pewno przy najbliższej okazji to nadrobimy.
    Piękne miasto ze wspaniałą architekturą i dużą ilością dobrego street artu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Byłam i ja w tym uroczym mieście. Na wieży nie byłam, nie dałabym rady wejść z moim obolałym biodrowym :(. Dziękuję więc za cudowne widoki z niej na miasto. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bolonia jest przepięknym miastem i choć pamiętam je głównie z dzieciństwa to całkiem niedawno poznałam Włocha, który jest Bolończykiem i opowiadał mi takie cudowne rzeczy o mieście. :) Ehhh aż mam ochotę tam wrócić. :) Zdjęcia z wieży przecudowne!

    OdpowiedzUsuń
  9. Kobieta jeszcze z katarem sobie poradzi, ale facet... Rany jak on musi biedny cierpieć;) zdjecia cudne.

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne miasto, a Twoje słoneczne zdjęcia sprawiają, że ja już chcę na wakacje:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wow, your pictures are amazing :) You look so pretty

    OdpowiedzUsuń
  12. Zazdroszczę Wam podróży! Koniecznie muszę kiedyś się wybrać do Bolonii. Cudowne zdjęcia i widoki! Musiało być nieziemsko :)
    Wspaniale razem wyglądacie!
    Duuużo zdrówka:)

    Pozdrawiam,
    http://my-little-world-olimpia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękne zdjęcia, pogoda godna zazdroszczenia ;) Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  14. dałaś nam trochę słońca w ten zimowy czas:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Kurde, nadal nie wspomniałam na blogu o Bolonii. Ani o Florencji. Ani o Rzymie. Nie skomentuję tego nawet :p
    Piękną mieliście pogodę. Ja byłam w listopadzie i było chłodno z tego, co pamiętam. Szczególnie rano. Większość z tych miejsc widziałam (oprócz kanału, smuteczek) oraz widoku z wieży (czyli najlepszego haha). Chodziłam z wielkim plecakiem i niestety średnio odebrałam Bolonię. Dopiero po czasie (jakieś pół roku) stwierdziłam, że nie była aż taka zła jak początkowo myślałam ;)
    Pozdrawiam cieplutko i zdrowia życzę po raz kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  16. Widok z góry super, ale same wieże tak trochę słabo wyglądają :P
    Uwielbiam te włoskie arkady odkąd dały mi schronienie od deszczu Treviso i mogłam zwiedzić miasto ;)
    Do Bolonii też się kiedyś będę musiała wybrać, pewnie uda się po drodze, bo tam łatwo dolecieć :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nigdy nie byłam we Włoszech. Z relacji wynika, że świetnie się bawiliście. No i te śliczne zdjęcia!
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zazdroszczę takiej wycieczki. Też bym chciała <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. :)
Jeśli możesz, zostaw adres, będzie łatwiej mi się odwdzięczyć. :)
I nie pisz obs za obs, jeśli chcesz- zaobserwuj. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...