sobota, 12 sierpnia 2017

Hiszpańskie opowieści: Cabo Finisterre - wyprawa na koniec świata. :)

       I stało się. Wczoraj stuknęła mi na liczniku trójka z przodu i był to jednocześnie jeden z trudniejszych dni w tym roku. Na szczęście już się skończył i dzisiaj zdecydowanie lepiej jest. I nawet zmiana pogody mi nie przeszkadza, tych szalonych upałów miałam już totalnie dość. Jutro wyruszamy na Warmię i Mazury, także materiałów na nowe notki przybędzie. ;) A dzisiaj postanowiłam Was zabrać na koniec świata, gdzie byliśmy niemalże równo rok temu. I też było tak pochmurno i szaro, aczkolwiek jak sami zobaczycie, miało to sporo uroku. :)


       Cabo Finisterre (bądź w języku galicyjskim Cabo Fisterra) jest to nazwa przylądku w zachodniej Galicji. Wybraliśmy się tutaj po wizycie w Santiago de Compostela (o której jeszcze będzie notka), bowiem to miejsce jest uważane od czasów wczesnośredniowiecznych za symboliczny koniec świata i zarazem symboliczny koniec Drogi św. Jakuba (El Camino). To właśnie w tym miejscu pielgrzymi docierając do końca kontynentu (chociaż teraz już wiemy, że nie jest to ani najdalej wysunięta część Hiszpanii ani Europy) palili swoje ubrania po przejściu El Camino. I jak będzie widoczne na późniejszych zdjęciach, tradycja ta przetrwała do dzisiaj. ;)


       Nie przybyliśmy tutaj jako pielgrzymi, bowiem jedynie może ostatni kilometr przeszliśmy pieszo, zostawiając samochód na jednym z licznych parkingów po drodze. Niby można też dojechać niemalże do samego końca, ale jednak trochę głupio. Tutaj trzeba przyjść na własnych nogach, chociażby tylko tych kilkaset ostatnich metrów. Mimo wcześniejszej pięknej pogody w Santiago, tutaj niebo zasnuły chmury, zrobiło się ciut zimnej i nieco bardziej nostalgicznie. Oczyma wyobraźni widziałam tych wszystkich pielgrzymów sprzed setek lat, którzy po wielu dniach ciężkiej wędrówki mieli łzy w oczach, że udało mi się tutaj dotrzeć. Zresztą i tego dnia nie brakowało też pielgrzymów, którzy doszli tu zakończyć swoją wędrówkę. Na każdego z nich spoglądałam z ogromnym podziwem i przyznam szczerze, że zapragnęłam sama też przejść swoje El Camino. Może kiedyś się uda. ;)


       Samo miejsce też budzi respekt. Ogromne skały, o które w dole biją fale majestatycznego Oceanu Atlantyckiego. I mimo sporego tłumu ludzi panowała tutaj jakaś uroczysta atmosfera, nie było szalonych krzyków i wrzasków, które często towarzyszą takim miejscom. O dziwo też nie ma tutaj zbyt wiele komercji - raptem jeden bar i kilka małych punktów, gdzie można kupić pamiątki. Podejrzewam, że u nas w takim miejscu nie brakowałoby budek z jedzeniem, waty cukrowej i innych odpustowych atrakcji, tak totalnie niepasujących do tego miejsca. Na szczęście Hiszpanie inaczej na to patrzą. Przynajmniej tutaj. ;)


       Wszędzie znajdują się rzeczy kojarzące się z pielgrzymami bądź też należące do nich. Tak jak wspominałam na początku, to tutaj na zakończenie El Camino palili swoje rzeczy i tradycja ta trwa do dzisiaj; też byliśmy świadkami kilku takich podpaleń mimo zakazów znajdujących się w kilku miejscach. ;) Tradycja jednak ma swoje prawa. Mnie osobiście bardzo wzruszył mini pomnik buta, bowiem tych prawdziwych też sporo można tutaj znaleźć. Ogólnie pielgrzymi zostawiają tu sporo pamiątek, które chyba ktoś jednak czasem sprząta. ;)


      Mimo niezbyt fajnej pogody nie chciałam zbyt szybko się stąd zbierać, bowiem magia tego miejsca niezwykle mocno mnie urzekła. Mogłabym tak siedzieć i siedzieć bez końca i oglądać surowe piękno oceanu. Niestety trochę gonił nas już czas, więc musieliśmy się zbierać.


      Na koniec nie mogłam sobie odmówić zrobienia zdjęcia z ostatnim drogowskazem oznaczonym charakterystyczną muszlą, będącą znakiem szlaku św. Jakuba. Tutaj właśnie znajduje się ten 0,00 km i dlatego też jest niezwykle oblegany przez turystów i pielgrzymów. :) Po pamiątkowej fotografii ruszyliśmy z powrotem do samochodu, podziwiając horyzont, gdzie spoza chmur zaczął się wyłaniać całkiem ładny widok. ;)


       Jeśli kiedyś będziecie w hiszpańskiej Galicji, to koniecznie wpiszcie ten punkt na swoją listę miejsc do zobaczenia. Nawet jeśli nie dopisze Wam pogoda, to samo miejsce i tak wywrze na Was ogromne wrażenie. Tutaj po prostu czuje się potęgę zarówno przyrody jak i minionych wieków. Tutaj można przeżyć niesamowite spotkanie z samym sobą i tylko trzeba uważać, bo przez tą wizytę nabiera się ogromnej ochoty na przejście własnego El Camino.


~~Madusia.

10 komentarzy:

  1. Ja też tam mogłabym siedzieć i siedzieć i podziwiać, jak Ty, piękne widoki. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może i pochmurno ale chyba lepiej jak jest niż kiedy jest upał ze słonica. Super wyjazd miałaś. A i też wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietna wyprawa, uwielbiam takie miejsca ;) mieliscie wspaniala przygode!

    OdpowiedzUsuń
  4. 3 z przodu to nie koniec świata ;)

    Pozdrawiam i życzę cudownego weekendu :)
    ANRU,

    OdpowiedzUsuń
  5. Love this ♥


    Saw your blog and thought if you would like to follow each other? Follow me and I'll follow back asap. Let me know what you think. I'd love to hear something from you! :)
    www.cielofernando.com
    FACEBOOK | INSTAGRAM

    OdpowiedzUsuń
  6. tam jest po prostu przemalowniczo:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Madusiu!
    Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!!!!
    Miejsce cudowne mogłabym tak siedzieć i siedzieć....i bardzo dobrze, że nie było słońca bo zdjęcia wyszły cudowne.
    Miłego, relaksującego urlopu na Mazurach i Warmii.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Spóźnione życzenia urodzinowe!!!:)
    Niesamowite miejsce, widoki wspaniałe, strasznie chciałabym tam być!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale ładnie. :) Muszę się w końcu wybrać do Hiszpanii.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wspaniałe widoki! Czytałam o tym miejscu, ale nie sądziłam, że jest tam aż tak pięknie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. :)
Jeśli możesz, zostaw adres, będzie łatwiej mi się odwdzięczyć. :)
I nie pisz obs za obs, jeśli chcesz- zaobserwuj. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...