Dzisiaj Kraków podzielił się na
tych co biegają i na tych co jedzą. My oczywiście zaliczamy się do tej
drugiej grupy, więc niemalże punktualnie w samo południe stawiliśmy się
na Zabłociu, gdzie na starych pofabrycznych terenach, znajduje się klub
"Fabryka". W dniu dzisiejszym stał się on małym królestwem pysznego
jedzenia, bowiem gościł w swoich progach szóstą już edycję festiwalu
Foodstock- tym razem poświęconą w głównej mierze majowemu grillowaniu.
Trochę martwiła mnie panująca za oknem aura, bowiem ciężko jednak
grillować w strugach rzęsistego deszczu, który od kilku dni nie opuszcza
Krakowa, ale dzisiaj, na szczęście, odpuścił i można było spokojnie
wyruszyć na Zabłocie. No, prawie, bowiem z powodu maratonu dojazd do
niego był szalenie utrudniony i trzeba było swoje odstać w korkach. Ale warto było. :)
niedziela, 18 maja 2014
piątek, 16 maja 2014
Włoskie opowieści: słoneczna Piza.
Panująca za oknem pogoda zmusiła mnie do rewizji moich blogowych planów, bo jest tak szalenie paskudnie, że tęsknota za słońcem i ciepłem jest przeogromna. Od dwóch dni wychodzenie z domu to największy koszmar, jaki można sobie wymyślić w maju (no dobra, chociaż weekend majowy z opadami śniegu też plasuje się wysoko). Dzisiaj dotarłam do pracy przemoczona od pasa w dół, bowiem deszcz tak szalenie zacinał, że moje spodnie po ściągnięciu można było postawić w pionie, a parasol ani kurtka przeciwdeszczowa z kapturem nie były w stanie ich ochronić. Dobrze jednak, że w pracy znalazła się suszarka i pierwsze pół godziny spędziłyśmy w bliskim kontakcie. Najgorsze, że cały weekend ma być taki sam, więc najpewniej zalegniemy z Tomkiem i będziemy usiłowali się uczyć do sesji, co zapewne skończy się kolejną misją w Heroes of Might & Magic 3. ;)
wtorek, 13 maja 2014
Kraków, siódma trzydzieści.
Kolokwia,
egzaminy, zaliczenia, stres i nerwy i ledwo zauważam, jak maj przemija obok
mnie. A przecież wiosna w maju to zdecydowanie moja ulubiona pora roku i
ukochany miesiąc mój. W maju zawsze jestem szczęśliwa, a przynajmniej staram
się być. W tym roku jednak nieco słabiej, z powodu wszechogarniającej mnie
zamoty, widzę jak bardzo rozpanoszył się maj po Krakowie. Nagle wszystko nabrało
koloru soczystej zieleni, nie ma już takiego smogu jak zimą (bo zrobiło się
ciepło, ludzie przestali grzać) i nareszcie można nieco głębiej odetchnąć w
Krakowie. Ale ciągle nieco. ;)
![]() |
| wiosna nieco dalej od centrum Krakowa- Przegorzały. |
niedziela, 4 maja 2014
Włoskie opowieści: niesamowita Toskania.
Wychodząc z założenia, że majówka jest przereklamowana i wszyscy wtedy gdzieś jadą, postanowiłam zrobić ją dwa tygodnie wcześniej. Okoliczności były sprzyjające- święta wielkanocne i związane z tym wolne w pracy i na uczelni pozwalały na tygodniowy wyjazd. Od kilku lat zwykle w tym czasie lądowałam na Mazurach, ale po pięciu latach nadeszła pora na zmianę kierunku i zamiast północy naszego pięknego kraju padło na równie piękne południe kontynentu, czyli na Włochy. W planie pierwotnym miała być Hiszpania, ale ceny biletów jednoznacznie przekonały nas, żeby jednak wybrać Włochy, a dokładniej Toskanię. I był to strzał w dziesiątkę.
piątek, 18 kwietnia 2014
Trzecia miłość - żagle.
Może i trzecia, ale zdecydowanie od pierwszego wejrzenia. I to wbrew logice, bo pierwsze moje żagle pogodowo należały do wybitnie beznadziejnych. W pierwszą noc był mróz, a że tego nie wiedzieliśmy, to naiwnie się przebrałam w piżamkę i spałam jedynie w śpiworze. Nigdy więcej tego błędu nie popełniłam i czasem do spania ubierałam się cieplej niż byłam w ciągu dnia. Ale że i tak tego snu niewiele było, raptem po kilka naprawdę krótkich godzin, to problemem to nie było.
poniedziałek, 31 marca 2014
Magiczny Ojców.
Wreszcie przyszła wiosna. Tak nieśmiało się zbliżała, ale nareszcie jest. A ostatni weekend emanował nią wprost dookoła, nachalnie zachęcając do korzystania z jej uroków. Niestety w sobotę trzeba było się skupić nad sprawami dotyczącymi uczelni, ale za to niedziela (zupełnie jak to w pewnej piosence- ale za to niedziela, niedziela będzie dla nas ;p) była dla nas. A dzięki zamianie czasu- zyskaliśmy więcej słonecznych godzin. I to był kolejny powód, żeby nie siedzieć w domu, tylko założyć trampki, spakować plecak, zabrać bluzę i z osobą towarzyszącą ruszyć przed siebie. A w naszym przypadku przed siebie znajdowało się w Ojcowie. ;)
niedziela, 16 marca 2014
Krasnoludki są wśród nas.
Jest takie miasto w Polsce, w którym zamieszkały krasnale. Jest ich obecnie kilkadziesiąt, ale liczba ta stale wzrasta, pojawiają się bowiem od czasu do czasu w nowych miejscach. Każdy ma swoje imię i historię, a wszystko to jest bardzo ładnie zebrane i skatalogowane na ich własnej stronie internetowej krasnale.pl
Z racji niewielkiego wzrostu zdarzało się czasem, że i mnie ktoś określił mianem "krasnala", chociaż nie powiem, żebym obecnie miała z tego powodu jakieś większe kompleksy. A nawet wprost przeciwnie. ;p Można więc powiedzieć, że odczuwam z krasnalami pewną więź, toteż zawsze mnie do nich ciągnęło. A skoro Wrocław (bo to właśnie miasto wzięły w posiadanie te niewielkie istotki) przyjął je tak serdecznie, to stwierdziłam, że i mnie tam będzie dobrze. Dotychczasowe wizyty utwierdzały mnie w prawdziwości tego założenia, więc gdy wraz z Tomkiem postanowiliśmy zrobić sobie pierwszą wycieczkę w tym roku, to Wrocław pojawił się jako jedna z pierwszych propozycji. A powszechnie wiadomo, że zwykle pierwsze pomysły są najlepsze i nieważne ile później będzie kolejnych propozycji, to i tak ten pierwszy najczęściej zostaje zrealizowany. Tak było i tym razem. :)
środa, 5 lutego 2014
Bliskowschodnie klimaty na Szerokiej. :)
Kolejny post z cyklu kulinarnych podróży po Krakowie, bowiem poprzedni cieszył się całkiem sporym zainteresowaniem, a poza tym po prostu ostatnio często gdzieś bywamy razem z Tomkiem. ;)
Wszystko zaczęło się w pierwszą niedzielę października zeszłego roku, gdy trafiliśmy do hotelu Forum na kolejną edycję festiwalu Foodstock. W środku wyraźnie dominowały dwie kolejki- jedna do sushi, zaś druga właśnie do izraelskiej knajpy na Szerokiej o pięknie brzmiącej nazwie HAMSA hummus & happiness israeli restobar. I zdecydowanie opłacało się wystać kilkanaście minut w kolejce, żeby spróbować smaków, których, przyznam się, wcześniej nigdy nie próbowałam.
Wszystko zaczęło się w pierwszą niedzielę października zeszłego roku, gdy trafiliśmy do hotelu Forum na kolejną edycję festiwalu Foodstock. W środku wyraźnie dominowały dwie kolejki- jedna do sushi, zaś druga właśnie do izraelskiej knajpy na Szerokiej o pięknie brzmiącej nazwie HAMSA hummus & happiness israeli restobar. I zdecydowanie opłacało się wystać kilkanaście minut w kolejce, żeby spróbować smaków, których, przyznam się, wcześniej nigdy nie próbowałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



