Ostatnio mam wrażenie, że czas płynie szalenie szybko, na nic praktycznie nie mam czasu, magisterka z licencjatem leżą i kwiczą, a ja, mimo to, najchętniej bym leżała w łóżku i czytała książki. I to głównie je obwiniam za taki stan rzeczy, wpadła mi w łapki trylogia Miłoszewskiego o prokuratorze Szackim i pochłaniam ją w tempie jedna książka na dzień. Aż błogosławię moje długie dojazdy do pracy, chwilami aż mi żal, że muszę wysiąść z autobusu. Dzisiaj jednak oderwałam się od ostatniego tomu, żeby napisać kolejną opowieść o Chorwacji, jako przerywnik pomiędzy historiami z Włoch. Następna bowiem notka będzie na pewno dotyczyła Bergamo bądź Mediolanu, gdzie będziemy już dokładnie za tydzień. Na razie jednak wakacyjne wspomnienia z Chorwacji i malowniczo położony Šibenik. :)
czwartek, 15 stycznia 2015
wtorek, 6 stycznia 2015
Włoskie opowieści: niezapomniana Florencja.
Nowy Rok rozpoczął się wielkim lenistwem, brakiem motywacji do jakiejkolwiek aktywności życiowej i zakupem biletów do Bergamo i Mediolanu, gdzie wylądujemy za nieco ponad dwa tygodnie. ;) W ten zupełnie niespodziewany sposób (tanie bilety lotnicze to bardzo dobry argument przy spontanicznych wyjazdach) rozpoczniemy nasz sezon wycieczkowy już w styczniu i to dodatkowo we Włoszech, które przecież w kwietniu zeszłego już roku pokochałam od pierwszego wejrzenia. I dzisiaj właśnie znowu do nich powrócę, tym razem w najbardziej odwlekanej przeze mnie opowieści o Florencji- stolicy pięknej Toskanii. :)
wtorek, 30 grudnia 2014
Żeby nadchodzący nie był gorszy. ;)
Koniec roku jest zwykle dobrym momentem na przeróżne przemyślenia i postanowienia, co by tu zmienić w naszym życiu. Pierwszy stycznia wydaje się być dobrą datą, aby rozpocząć nową dietę, zaprzestać jakiegoś złego nawyku czy też po prostu się ogarnąć. Początek roku jest symbolem nowego początku, a trzeba przyznać, że odgrywają one znaczną rolę w naszym życiu. W moim na pewno, chociaż z postanowień noworocznych wyrosłam już kilka lat temu, bo nie lubię jak ktoś mi coś narzuca, więc sama też przestałam to sobie robić. ;) Mam jednak kilka pomysłów i planów, które chciałabym w nadchodzącym roku zrealizować i na pewno większość z nich pojawi się tutaj. Żeby nie zapeszać, nic więcej nie powiem, tylko skupię się na małym podsumowaniu ostatnich 364 dni. Trochę się przez nie działo. ;)
| zadumane spojrzenie w dal na kopule katedry we Florencji. |
poniedziałek, 15 grudnia 2014
Podwodny świat Chorwacji.
Połowa grudnia już za nami, Święta za pasem, końcówka roku zbliża się nieubłaganie. Niedługo wrócę do domu, do rodziców i zabiorę się za pieczenie pierniczków, których ozdabianie zawsze zajmuje mi kilka ładnych nocy. Już nie mogę się doczekać, ale jeszcze trzeba się zmobilizować na ostatni tydzień pracy, zajęć i zamoty. A w ramach motywacji i poprawy nastroju, bo znowu się nieco chłodniej zrobiło (ale nie narzekam, taki grudzień to ja mogę mieć co roku) wracam myślami do wrześniowej Chorwacji i dzisiaj postanowiłam opowiedzieć o tym, co widzieliśmy pod wodą. Bo właśnie wtedy pierwszy raz założyłam maskę, wzięłam aparat do robienia zdjęć po wodą i zanurzyłam się w niej, aby móc podziwiać to, co wcześniej widziałam jedynie na fotografiach innych osób. :)
![]() |
| w zanurzeniu. ;) |
niedziela, 7 grudnia 2014
Podróżniczy Liebster Blog Award. ;)
Dokładnie miesiąc temu zostałam nominowana przez jeden z moich ulubionych blogów w pewnej zabawie, w której brałam udział w okresie wakacyjnym. Przez ten czas pojawiło się jeszcze kilka innych nominacji (ach, ta popularność ;p), ale dopiero ta spodobała mi się na tyle, żeby po raz kolejny się zabawić. Szczególnie że, nie ukrywajmy tego, nieco ogórkowy sezon w podróżach moich nastąpił, bo z racji zimy zaszyłam się po kocem i staram się wychodzić jak najmniej na zewnątrz. Dlatego też taki wpis wydaje mi się być miłym urozmaiceniem, ponieważ mam możliwość wspomnieć w nim o wielu rzeczach, o których wcześniej nie pisałam. A i sporo śmiesznych zdjęć można też dorzucić. ;) Zapraszam do czytania. ;)
![]() |
| na zachętę- człowiek z głową konia. ;p |
sobota, 22 listopada 2014
Włoskie opowieści: najcudowniejsza Siena na świecie. :)
Ostatni tydzień mocno dał mi w kość, dlatego tym bardziej się cieszę, że zaczął się upragniony weekend i można chwilkę odpocząć. Nie za długą, bo jednak sterta obowiązków ciągle czai się gdzieś w świadomości, ale dzisiaj z czystym sumieniem się obijam i zostaję w łóżku w piżamce. I nadrabiam zaległości. A że pogoda generalnie jest do niczego, to postanowiłam, że coś bardzo słonecznego powinno pojawić się na blogu i padło na długo (zdecydowanie za długo) odkładaną opowieść o najpiękniejszym mieście we Włoszech, które odwiedziliśmy podczas kwietniowego wyjazdu. Siena zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, żałowałam, że tylko kilka godzin tam byliśmy, bo to zdecydowanie była miłość od pierwszego wejrzenia. :)
wtorek, 11 listopada 2014
Jak dobrze nam zdobywać góry: listopadowy Turbacz.
Przyznam się szczerze, że nigdy nie spodziewałam się, że w połowie listopada pójdę w góry. Już w październiku, kiedy wybraliśmy się w Tatry, byłam pewna, że to ostatni raz w tym roku. Pogoda jednak zrobiła nam piękny prezent i ten listopadowy długi weekend był naprawdę prześliczny. Aż żal było siedzieć w domu, dlatego wczoraj zapakowaliśmy plecaki do samochodu i ruszyliśmy w kierunku Koninek, gdzie zaplanowaliśmy początek naszej wędrówki na Turbacz.
sobota, 8 listopada 2014
Wyjątkowa foodstockowa sobota. :)
Im chłodniej się robi w Krakowie, tym większą mamy ochotę, żeby siedzieć w domowych pieleszach, a nie wędrować po górach. Intensywny tryb życia (studia, magisterka, praca) powoduje, iż chwilami nie ma się ochoty ani tym bardziej czasu, żeby przygotować samemu w domu jakiś dobry obiad, więc zdarza się nam go zamówić albo też wyjść na miasto, do jakiejś fajnej knajpy. I tutaj czasem pojawia się problem, bo mamy kilka swoich ulubionych, ale czasem przydaje się odmiana. A że Kraków knajpami stoi, to wybór jest spory. I z pomocą przychodzi nam organizowany cyklicznie, co kilka miesięcy, festiwal, o którym już kiedyś pisałam. Ostatnia edycja wyjątkowo odbyła się w ostatnią sobotę września (bo zawsze jest to niedziela),nosiła nazwę Before & After i rozpoczynała się o godzinie 14.00, dzięki czemu nie trzeba było się zrywać wczesnym bladym świtem, żeby w samo południe stawić się w Fabryce na krakowskim Zabłociu. :) Można było się spokojnie wyspać i z pustym brzuszkiem (jest to warunek konieczny, bo w przeciwnym razie po drugiej porcji mamy już dość, a tyle pyszności wokół) zameldować się na dawnych terenach fabrycznych nieopodal Wisły. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






