sobota, 3 lutego 2018

Hiszpańskie opowieści: kastylijskie wiatraki po raz pierwszy - Tembleque.

       Za oknem pierwsza, o dziwo słoneczna, sobota lutego. Styczeń minął mi bardzo szybko, ale ogólnie całkiem przyjemny był. Liczę, że luty też będzie udany, bo przecież każdy jego dzień przybliża nas do wiosny. A jak wiosna, to zaraz nasza marcowo-kwietniowa Hiszpania. A skoro Hiszpania, to dzisiaj wreszcie pojawią się na blogasku obiecywane i wyczekiwane wiatraki. ;) Zapraszam do czytania! ;)



       Kastylia la Mancha to kraina zamków i wiatraków, więc po obejrzeniu pierwszego ruszyliśmy od razu na poszukiwanie tych drugich. A plany mieliśmy wielkie, bo podczas planowania tego fragmentu podróży znaleźliśmy cztery miejsca, gdzie koniecznie chcieliśmy podjechać. W sumie ja nieco bardziej, bo to mnie wiatraki zafascynowały. ;) I tak właśnie trafiliśmy do Tembleque, o którym będzie dzisiejsza opowieść. Jest to małe, senne miasteczko, gdzie praktycznie nic się nie działo. Wjechaliśmy niemalże do jego centrum, parkując pod kościołem. I stamtąd ruszyliśmy na poszukiwanie wiatraków. ;)


        Zanim jednak wiatraki musieliśmy zajrzeć do sklepu z pamiątkami, bo szukaliśmy okularów przeciwsłonecznych dla Tomasza, bo gdzieś w ferworze wyjazdu nam zaginęły. A wiadomo,że w Hiszpanii (nawet w listopadzie) bez okularów ani rusz. I z tego właśnie powodu trafiliśmy do pewnego sklepiku na rogu, gdzie można było znaleźć praktycznie wszystko. Oczywiście poza okularami. ;p Obsługa sklepu zaś powaliła nas na kolana, bo składała się na nią babcia plus pięcioro dzieci w różnym wieku. Jak się okazało, babcia jedynie pilnowała sklepu i dzieci i nie miała absolutnie żadnego pojęcia na temat tego co znajduje się w sklepie - ani gdzie co leży ani nawet ile kosztuje i każdą informację zdobywała za pośrednictwem telefonu. ;) Żeby jej trud nie poszedł na marne kupiliśmy dwie pocztówki i magnes na lodówkę z wiatrakiem. I poszliśmy dalej przed siebie, gdzie natrafiliśmy na wyjątkowo piękną rzecz z której słynie Tembleque i nie były to wiatraki. ;)



       Największą atrakcją Tembleque jest niesamowita Plaza Mayor, czyli po prostu rynek. Jest on zbudowany na planie wielkiego kwadratu, otoczony kolumnami i korytarzami z drewnianymi podporami i ornamentami. Robi niesamowite wrażenie i z bliska i z daleka. Pełnił on podwójną rolę - był centrum miasta, a zarazem także areną byków, gdzie odbywały się ich gonitwy. Stąd właśnie taki, a nie inny kształt rynku. W trakcie gonitw bramy wejściowe były zamykane, a publiczność znajdowała się na górnych piętrach. Obecnie w sezonie wakacyjnym na pewno tętni życiem, my mieliśmy to szczęście, że praktycznie nikogo tam nie było. Po jednej stronie mieści się ratusz, a obok niego muzeum i centrum informacji turystycznej, gdzie zajrzeliśmy, zaskakując szalenie siedzącą tam kobietę. ;) 


           Po krótkim zwiedzaniu i spacerze po rynku, przeszliśmy na drugą stronę, gdzie dalej nie było interesujących nas wiatraków. Tutaj już mogliśmy się posiłkować mapką i informacjami otrzymanymi w biurze, więc wiedzieliśmy, że ciekawiące nas budowle znajdują się zupełnie po drugiej stronie. Czekał nas więc mały spacer powrotny. I w trakcie niego dalej zachwycałam się rynkiem.

Ermita de la Veracruz

       Od jednego eremity doszliśmy do drugiego (jest ich tu kilka, takich małych domków, chyba już tylko na pamiątkę zostawionych), mijając po drodze obowiązkowy w tej wspólnocie autonomicznej pomnik Don Kichota. I wreszcie też udało nam się zlokalizować wiatraki! Tylko że były one totalnie po drugiej stronie miasteczka, ba nawet po drugiej stronie autostrady. Wtedy zrezygnowaliśmy ze spaceru do nich i po prostu wróciliśmy się do samochodu, ażeby do nich podjechać. ;)


       I tak też zrobiliśmy. Wiatraki, jak widać na zdjęciu powyżej, były tylko dwa, ale to wystarczyło, żeby mnie urzekły. I już wiedziałam, czemu były tak "daleko" od miasteczka ulokowane - bo dzięki temu umiejscowieniu prezentowały się naprawdę pięknie. I z daleka i z bliska. Żałowałam troszeczkę, że nie wiedzieliśmy ich wieczorem, bo każdy był podświetlany i wtedy dopiero musiał wyglądać obłędnie. Ale w dzień też robiły wrażenie. 


       Pozachwycałam się nimi kilkanaście minut, obfotografowałam z każdej strony, ale przez wyjątkowo mocno operujące słońce nie wszystkie zdjęcia dobrze wychodziły. No ale nie będę narzekać na słońce, zwłaszcza w momencie, gdy w Krakowie cierpię na jego totalny niedobór. To sobie chociaż je na zdjęciach pooglądam. ;) A te dwa wiatraki tak naprawdę były jedynie wprowadzeniem do prawdziwej uczty, która czekała na nas w kolejnym punkcie naszej wycieczki. Ale o tym już następnym razem. ;)


~~Madusia.

30 komentarzy:

  1. W Hiszpanii nigdy nie byłem. Jest to jeden z niewielu krajów Europy, w których mnie nie było. Czas nadrobić zaległości i się tam wybrać. Krajobrazy są piękne i bardzo fotogeniczne. Bardzo chciałbym tam pojechać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię ten region,ładne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ładne zdjęcia, tam jeszcze nie dotarłam ale mam nadzieję, że w przYszłości będę miała okazję zwiedzić to miejsce :) Pozdrawiam cieplutko !

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakie ładne zdjęcia, nie byłem nigdy ale chyba zrobiłaś mi chęci.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie byłam tutaj, choć Hiszpania jest moim małym marzeniem tak samo jak Francja i Grecja. Mam nadzieję, że gdy skończę szkołę i zacznę pracę to będę w stanie zaoszczędzić na tak wspaniałe wakacje :)
    Zdjęcia są bardzo ładne. Miejsce wygląda na niesamowicie klimatyczne, a te wiatraki robią wrażenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowne widoki i zdjecia! Zazdroszczę takiej wyprawy :-) a wiatraki faktycznie fascynujące :-) !

    OdpowiedzUsuń
  7. Od początku wpisu czekałam na wiatraki, jakie one piękne!

    OdpowiedzUsuń
  8. Rynek Tembleque mnie oczarował, jeszcze niczego podobnego nie widziałam. Wiatraki po prostu kocham. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hiszpania od dawna jest moim planem wycieczkowy i mam nadzieje ze w tym roku się ro uda :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Miasteczko malutkie, ale jakie piękne :) Ja najbardziej lubię właśnie takie miejsca bez tłumu turystów :) A do Hiszpanii chętnie bym się wybrała na zbliżających się wakacjach :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A więc wiatraki nie tylko w Holandii :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudowna relacja! Piękne miejsce, kocham podróżować właśnie dla takich odkryć :)
    Mój blog - ZAPRASZAM
    Pozdrawiam, Zuzanna

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękne zdjęcia, śliczny rudy kotek na jednym z nich :-) :-*
    Mi ostatnio cały czas brakuje słoneczka, oby wiosna szybko przyszła.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ojej, piekne zdjęcia i wiatraki. Jest blogerka która uwiebia je kolekcjonować. Pozdraiwam

    OdpowiedzUsuń
  15. Śliczne zdjęcia, ale ten rudy kotek wygrał wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wow, zjawiskowe są te wiatraki!
    http://morzespokoju.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Na pewno pięknie musi tam być 😍😍

    OdpowiedzUsuń
  18. Niesamowicie urocze miasteczko, wiatraki są ciekawym elementem krajobrazu i do tego ten rynek - świetny!:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Urocze miejsce. Na pewno wycieczka była udana. Piękne zdjęcia moja droga <3
    kate-life-trends.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  20. Uwielbiam ten klimat hiszpański tylko nie jego język :) mam nadzieje ze w marcu bedzie ciepło bo jade na kanary :D
    Tu tez ciekawa okolica.. jak widze słońce to od razu sie humor poprawia. Pozdrawiam !!!

    OdpowiedzUsuń
  21. Madusiu!
    Jak zawsze fantastyczna relacja i przepiękne zdjęcia.
    Miasteczko jest prześliczne i a wiatraki zachwycające.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Przepiękne zdjęcia, wiatraki zachwycają, miasteczko również tyle, że takie puste się wydaje.

    OdpowiedzUsuń
  23. Zazdroszczę Hiszpanom tego, że jesienią (ale zimą pewnie też) mają to Słońce, którego nam brakuje! Szczególnie w listopadzie, który jest miesiącem depresyjnym... a wiatraki są przepiękne i faktycznie zachwycają!

    OdpowiedzUsuń
  24. Piękne zdjęcia. Chętnie podziwiałabym tak cudne widoki na żywo :) :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Te wiatraki mają coś w sobie. :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Zdjęcia urzekają, są wspaniałe :D
    Aż zazdroszczę tak spędzanego czasu :D

    Pozdrawiam
    Isiaaa N z Zapiskiisi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  27. Jak tam ślicznie. Ja uwielbiam podróżować, więc zazdroszczę całej podróży,a także pogody!
    Szczególnie urzekło mnie zdjęcie kotka haha
    Mój blog - joanna-szwed.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  28. Ale stopniujesz napięcie! :D Czekam na kolejny wpis, coś czuję , że będzie bomba.
    Rudy kocur cudowny ❤
    Wiatraki prezentują się po prostu pięknie, podobnie jak rynek. Ten sklep z babcią mnie rozśmieszył, już sobie to wyobrażam :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Po Grecji, Hiszpania u mnie na 2 miejscu. :)
    Cudnie!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. :)
Jeśli możesz, zostaw adres, będzie łatwiej mi się odwdzięczyć. :)
I nie pisz obs za obs, jeśli chcesz- zaobserwuj. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...