Rozszalały nam się temperatury, oj rozszalały. W końcu lato pełną gębą. Na szczęście, po pobycie w Zagrzebiu jestem już niemalże uodporniona na upał, aczkolwiek nie było to pierwsze ekstremalne zwiedzanie tych wakacji. Na początku lipca byliśmy w Bieszczadach i oprócz nocnego wędrowania i wschodu słońca na połoninie, wybraliśmy się w ramach Korony Gór Polski na ich najwyższy szczyt. I wbrew pozorom, to dopiero była prawdziwa przeprawa i chwilami droga przez mękę. ;)
Naszą wyprawę rozpoczęliśmy o godzinie jedenastej na ostatnim parkingu w miejscowości Wołosate. Nieco nas zaskoczył fakt, że był on właściwie pusty, ale dochodząc do punktu, w którym należało uiścić opłatę za wejście do Bieszczadzkiego Parku Narodowego wiedzieliśmy dlaczego tak było. Otóż znaczna większość turystów po prostu parkuje na poboczach i przy przystanku PKS, z których jest bliżej do wejścia o jakieś dwieście/trzysta metrów. Nigdy chyba nie zrozumiem mentalności pewnych osób i muszę się z tym wreszcie pogodzić. ;)
Jednak rzeczą, która nas najbardziej zaskoczyła, była kolejka do kasy. Pierwszy raz zdarzyło się nam tak długo czekać na możliwość wejścia. Jakoś strasznie wolno szło i dopiero po kilkunastu minutach mogliśmy wejść na szlak niebieski, z którego wiodła droga na Tarnicę. Zgodnie ze szlakowskazami mieliśmy dwie godziny do przełęczy pod Tarnicą, a później jeszcze kwadrans żółtym szlakiem na sam szczyt.
Początkowo droga była niezwykle przyjemna, wiodła wśród łąk. Narzuciliśmy sobie szybkie tempo, żeby wyprzedzić sporą grupę kolonijną, która zachowywała się dość głośno. Niestety, szlaki na Tarnicę należą do wyjątkowo obleganych i mogliśmy zapomnieć o spokojnym wędrowaniu. Co chwilę albo kogoś wyprzedzaliśmy albo ktoś nas mijał, radośnie się witając. A słońce z każdą minutą grzało coraz mocniej.
Cieszyliśmy się, że dość szybko droga zaczęła iść przez las, w którym było nieco chłodniej. Trochę brakowało w nim przewiewu, ale i tak taka wędrówka była nieco lżejsza niż po otwartym terenie. Ciekawą rzeczą jest to, że spora część szlaku to po prostu schody, które też pomagały we wspinaniu się. Podejście z Wołosatego ma około sześciuset metrów, aczkolwiek nie odczuwa się tego zbyt mocno właśnie dzięki schodom. Akurat trafiliśmy na moment, w którym część z nich była w remoncie i musieliśmy się poruszać po poszyciu leśnym, co było zdecydowanie trudniejsze. Tempo nadal mieliśmy niezłe, musieliśmy się tylko mocno nawadniać, żeby móc je utrzymać. :)
Kilkaset metrów przed Przełęczą wychodzi się z lasu i szlak wiedzie dalej schodami w górę. Tutaj jednak zdecydowanie piękniejsze widoki są, zwłaszcza doskonale widoczny jest czerwony szlak z Ustrzyk Górnych, wiodący w swojej końcowej części połoninami Szerokiego Wierchu.
Na Przełęczy, na wysokości już 1275 m.n.p.m., można usiąść i odpocząć kilka chwil przed atakiem szczytowym na ławeczkach ustawionych po bokach skrzyżowania szlaków. Tutaj dochodzi właśnie czerwony szlak, zdecydowanie bardziej uczęszczany od niebieskiego, którym wchodziliśmy i robi się nieco tłoczno. Podczas odpoczynku, podziwialiśmy widoki, bowiem rozpościera się już z Przełęczy piękny widok na Halicz i czerwony szlak wiodący do niego. Szczególnie uważnie się właśnie jemu przyglądaliśmy, bo tą drogą bowiem chcieliśmy kontynuować naszą wędrówkę tego dnia. Pojawił się jednak też właśnie na Przełęczy poważny problem, który nigdy wcześniej nie przydarzył się nam na szlaku. Przy dość szybkim wchodzeniu (cała droga zajęła nam niecałe półtorej godziny) i wysokiej temperaturze pragnienie było spore i okazało się, że zostało nam jakieś nieco ponad pół litra wody. W perspektywie jeszcze czterech (!!!) godzin wędrówki był to naprawdę spory problem, zwłaszcza że po drodze nie było żadnego schroniska, żeby ją zakupić. Z dylematem co dalej, ruszyliśmy schodami w górę, prosto na najwyższy szczyt polskiej części Bieszczadów. :)
Sam szczyt zrobił na nas naprawdę niezłe wrażenie, przede wszystkim swoją wielkością. Mimo panującego na nim tłoku i kilku wycieczek, spokojnie dało się posiedzieć, odpocząć i chłonąć widoki. Najsmutniejszą natomiast rzeczą był brak tabliczki na szczycie. Szlak wiodący na górę był oznakowany perfekcyjnie, nie dało się zgubić czy pomylić drogi, zaś na samym szczycie takie wielkie rozczarowanie. Pozostało zrobić sobie zdjęcie z krzyżem, chociaż Tomasz twierdził, że nie da się go całego objąć na zdjęciu. ;)
![]() |
Tarnica 1364 m.n.p.m. |
Naszą wyprawę rozpoczęliśmy o godzinie jedenastej na ostatnim parkingu w miejscowości Wołosate. Nieco nas zaskoczył fakt, że był on właściwie pusty, ale dochodząc do punktu, w którym należało uiścić opłatę za wejście do Bieszczadzkiego Parku Narodowego wiedzieliśmy dlaczego tak było. Otóż znaczna większość turystów po prostu parkuje na poboczach i przy przystanku PKS, z których jest bliżej do wejścia o jakieś dwieście/trzysta metrów. Nigdy chyba nie zrozumiem mentalności pewnych osób i muszę się z tym wreszcie pogodzić. ;)
![]() |
takie urocze napadły na nas na drodze - dzień wcześniej widzieliśmy jak je golili. ;) |
Jednak rzeczą, która nas najbardziej zaskoczyła, była kolejka do kasy. Pierwszy raz zdarzyło się nam tak długo czekać na możliwość wejścia. Jakoś strasznie wolno szło i dopiero po kilkunastu minutach mogliśmy wejść na szlak niebieski, z którego wiodła droga na Tarnicę. Zgodnie ze szlakowskazami mieliśmy dwie godziny do przełęczy pod Tarnicą, a później jeszcze kwadrans żółtym szlakiem na sam szczyt.
Początkowo droga była niezwykle przyjemna, wiodła wśród łąk. Narzuciliśmy sobie szybkie tempo, żeby wyprzedzić sporą grupę kolonijną, która zachowywała się dość głośno. Niestety, szlaki na Tarnicę należą do wyjątkowo obleganych i mogliśmy zapomnieć o spokojnym wędrowaniu. Co chwilę albo kogoś wyprzedzaliśmy albo ktoś nas mijał, radośnie się witając. A słońce z każdą minutą grzało coraz mocniej.
Cieszyliśmy się, że dość szybko droga zaczęła iść przez las, w którym było nieco chłodniej. Trochę brakowało w nim przewiewu, ale i tak taka wędrówka była nieco lżejsza niż po otwartym terenie. Ciekawą rzeczą jest to, że spora część szlaku to po prostu schody, które też pomagały we wspinaniu się. Podejście z Wołosatego ma około sześciuset metrów, aczkolwiek nie odczuwa się tego zbyt mocno właśnie dzięki schodom. Akurat trafiliśmy na moment, w którym część z nich była w remoncie i musieliśmy się poruszać po poszyciu leśnym, co było zdecydowanie trudniejsze. Tempo nadal mieliśmy niezłe, musieliśmy się tylko mocno nawadniać, żeby móc je utrzymać. :)
Kilkaset metrów przed Przełęczą wychodzi się z lasu i szlak wiedzie dalej schodami w górę. Tutaj jednak zdecydowanie piękniejsze widoki są, zwłaszcza doskonale widoczny jest czerwony szlak z Ustrzyk Górnych, wiodący w swojej końcowej części połoninami Szerokiego Wierchu.
![]() |
czerwony szlak i połoniny Szerokiego Wierchu. |
Na Przełęczy, na wysokości już 1275 m.n.p.m., można usiąść i odpocząć kilka chwil przed atakiem szczytowym na ławeczkach ustawionych po bokach skrzyżowania szlaków. Tutaj dochodzi właśnie czerwony szlak, zdecydowanie bardziej uczęszczany od niebieskiego, którym wchodziliśmy i robi się nieco tłoczno. Podczas odpoczynku, podziwialiśmy widoki, bowiem rozpościera się już z Przełęczy piękny widok na Halicz i czerwony szlak wiodący do niego. Szczególnie uważnie się właśnie jemu przyglądaliśmy, bo tą drogą bowiem chcieliśmy kontynuować naszą wędrówkę tego dnia. Pojawił się jednak też właśnie na Przełęczy poważny problem, który nigdy wcześniej nie przydarzył się nam na szlaku. Przy dość szybkim wchodzeniu (cała droga zajęła nam niecałe półtorej godziny) i wysokiej temperaturze pragnienie było spore i okazało się, że zostało nam jakieś nieco ponad pół litra wody. W perspektywie jeszcze czterech (!!!) godzin wędrówki był to naprawdę spory problem, zwłaszcza że po drodze nie było żadnego schroniska, żeby ją zakupić. Z dylematem co dalej, ruszyliśmy schodami w górę, prosto na najwyższy szczyt polskiej części Bieszczadów. :)
Sam szczyt zrobił na nas naprawdę niezłe wrażenie, przede wszystkim swoją wielkością. Mimo panującego na nim tłoku i kilku wycieczek, spokojnie dało się posiedzieć, odpocząć i chłonąć widoki. Najsmutniejszą natomiast rzeczą był brak tabliczki na szczycie. Szlak wiodący na górę był oznakowany perfekcyjnie, nie dało się zgubić czy pomylić drogi, zaś na samym szczycie takie wielkie rozczarowanie. Pozostało zrobić sobie zdjęcie z krzyżem, chociaż Tomasz twierdził, że nie da się go całego objąć na zdjęciu. ;)
Podczas schodzenia miałam twarde postanowienie, że jednak zmieniamy plany i czerwonym szlakiem schodzimy do Ustrzyk, żeby kupić wodę i wrócić do Wołosatego. Minusem tej trasy był spory fragment wiodący po asfalcie, który przy takim upale był naprawdę rozgrzany i przez to nieprzyjemny. Przy Przełęczy, widząc ilość ludzi znajdującą się na tym szlaku i nieco rozczarowaną minę Tomasza, stwierdziłam, że damy radę i idziemy początkowo planowaną trasą na Halicz, a później do Wołosatego, cały czas czerwonym szlakiem. Zeszliśmy ostro w dół schodami do Przełęczy Goprowskiej, gdzie odbiliśmy w prawo. Tutaj już zdecydowanie mniej ludzi było i wędrówka stała się znacznie przyjemniejsza. No prawie. ;)
Trzeba przyznać, że widokowo trasa była przepiękna. Jednak przy takim nasłonecznieniu i temperaturze wydawała się drogą przez mękę. Chyba nawet w piekle nie było tak gorąco, jak wtedy na szlaku. Chwilami ratowały nas podmuchy wiatru, ale zdarzały się wyjątkowo rzadko. I do tego jeszcze ta świadomość, że musimy oszczędzać wodę. Z każdym kolejnym krokiem utwierdzałam się w przekonaniu, że nie był to jednak dobry pomysł, ale odwrotu już nie było. Trzeba było zacisnąć zęby i iść przed siebie. :)
Na Halicz dotarliśmy szybko, chociaż przy podejściu miałam dość. Dawno nie wchodziłam na szczyt niemalże ciągnąc nogę za nogą. Na szczycie przyszła chwila na odpoczynek i małe uzupełnienie płynów, bo woda była już racjonowana. Pocieszałam się faktem, że teraz czeka nas już tylko schodzenie i pewnie wreszcie wędrowanie po lesie. Bardziej nie mogłam się mylić. ;)
Owszem, schodziliśmy z Halicza, ale przed nami wznosił się jeszcze jeden szczyt Rozsypaniec o wysokości 1280 m.n.p.m. Przyznam szczerze, że był to dla mnie moment krytyczny, tempo siadło nam całkowicie, ledwo byłam w stanie stawiać kolejne kroki. Tomasz wykazywał się ogromnym wsparciem i motywował mnie do dalszej wędrówki, chociaż sam też był już mocno zmęczony. Powolutku jednak dawaliśmy radę.
Zejście do Przełęczy Bukowskiej było już zdecydowanie przyjemniejsze. Zarządziliśmy krótki odpoczynek przy wiacie, kolejne umoczenie ust w resztach wody i ruszyliśmy w dalszą drogę. Znaki pokazywały, że do Wołosatego są jeszcze dwie godziny, chcieliśmy więc pokonać tą trasę jak najszybciej. I mimo naprawdę niezłego tempa, niewiele krócej nam ta trasa zajęła. Dodatkowo wcale nie była zbyt urodziwa, bo wiodła po starej drodze prowadzącej do granicy ukraińskiej, przez co drzewa rosły wyłącznie na poboczach, nie tworząc żadnego parasola ochronnego. Dalej byliśmy wystawieni na działanie naprawdę mocnego słońca, dobrze że przed wyjściem posmarowaliśmy się grubą warstwą mleczka do opalania. Przydało się. ;)
Ostatnie dwa kilometry szlaku były prawdziwym koszmarem, bo prowadziły już szeroką asfaltową drogą wśród pól. Tutaj żadnej ochrony już nie było. Prowadziła nas jedynie myśl, że niedaleko wejścia do Parku był sklep, w którym na pewno mają coś zimnego do picia. Każda motywacja jest dobra, ale ta zdecydowanie była najlepszą z możliwych tego dnia. Chyba do końca życia nie zapomnę smaku tej wody, którą wtedy wypiliśmy. I tego szczęścia, że to już koniec wędrówki i możemy spokojnie siąść w klimatyzowanym samochodzie i z czystym sumieniem wrócić do pokoju, wziąć zimny prysznic i udać się na zasłużony obiad mistrzów. :)))
Cała trasa zajęła nam dokładnie sześć godzin, w trakcie których przeszliśmy prawie dwadzieścia jeden kilometrów. Przy dziesięciu stopniach mniej i większej ilości zapasów, byłaby to naprawdę przepiękna wędrówka z niesamowitymi widokami. Tutaj jednak z każdą chwilą zmęczenie sprawiało, że nie za bardzo zwracaliśmy uwagę na otoczenie, chociaż ostatni fragment trasy od Przełęczy Bukowskiej do szalenie atrakcyjnych nie należał. Jedynie na samym końcu, pięknie i dostojnie na horyzoncie malowała się Tarnica. I naprawdę warto na nią wejść. :)
~~Madusia.
Trzeba przyznać, że widokowo trasa była przepiękna. Jednak przy takim nasłonecznieniu i temperaturze wydawała się drogą przez mękę. Chyba nawet w piekle nie było tak gorąco, jak wtedy na szlaku. Chwilami ratowały nas podmuchy wiatru, ale zdarzały się wyjątkowo rzadko. I do tego jeszcze ta świadomość, że musimy oszczędzać wodę. Z każdym kolejnym krokiem utwierdzałam się w przekonaniu, że nie był to jednak dobry pomysł, ale odwrotu już nie było. Trzeba było zacisnąć zęby i iść przed siebie. :)
![]() |
z widokiem na Tarnicę. |
Na Halicz dotarliśmy szybko, chociaż przy podejściu miałam dość. Dawno nie wchodziłam na szczyt niemalże ciągnąc nogę za nogą. Na szczycie przyszła chwila na odpoczynek i małe uzupełnienie płynów, bo woda była już racjonowana. Pocieszałam się faktem, że teraz czeka nas już tylko schodzenie i pewnie wreszcie wędrowanie po lesie. Bardziej nie mogłam się mylić. ;)
![]() |
ze szczytu Halicza też ładnie widać Tarnicę. |
Owszem, schodziliśmy z Halicza, ale przed nami wznosił się jeszcze jeden szczyt Rozsypaniec o wysokości 1280 m.n.p.m. Przyznam szczerze, że był to dla mnie moment krytyczny, tempo siadło nam całkowicie, ledwo byłam w stanie stawiać kolejne kroki. Tomasz wykazywał się ogromnym wsparciem i motywował mnie do dalszej wędrówki, chociaż sam też był już mocno zmęczony. Powolutku jednak dawaliśmy radę.
![]() |
schodzimy. |
![]() |
i wchodzimy znów. /o\ |
![]() |
Tomasz też chciał fotę z Tarnicą. |
Zejście do Przełęczy Bukowskiej było już zdecydowanie przyjemniejsze. Zarządziliśmy krótki odpoczynek przy wiacie, kolejne umoczenie ust w resztach wody i ruszyliśmy w dalszą drogę. Znaki pokazywały, że do Wołosatego są jeszcze dwie godziny, chcieliśmy więc pokonać tą trasę jak najszybciej. I mimo naprawdę niezłego tempa, niewiele krócej nam ta trasa zajęła. Dodatkowo wcale nie była zbyt urodziwa, bo wiodła po starej drodze prowadzącej do granicy ukraińskiej, przez co drzewa rosły wyłącznie na poboczach, nie tworząc żadnego parasola ochronnego. Dalej byliśmy wystawieni na działanie naprawdę mocnego słońca, dobrze że przed wyjściem posmarowaliśmy się grubą warstwą mleczka do opalania. Przydało się. ;)
Ostatnie dwa kilometry szlaku były prawdziwym koszmarem, bo prowadziły już szeroką asfaltową drogą wśród pól. Tutaj żadnej ochrony już nie było. Prowadziła nas jedynie myśl, że niedaleko wejścia do Parku był sklep, w którym na pewno mają coś zimnego do picia. Każda motywacja jest dobra, ale ta zdecydowanie była najlepszą z możliwych tego dnia. Chyba do końca życia nie zapomnę smaku tej wody, którą wtedy wypiliśmy. I tego szczęścia, że to już koniec wędrówki i możemy spokojnie siąść w klimatyzowanym samochodzie i z czystym sumieniem wrócić do pokoju, wziąć zimny prysznic i udać się na zasłużony obiad mistrzów. :)))
Cała trasa zajęła nam dokładnie sześć godzin, w trakcie których przeszliśmy prawie dwadzieścia jeden kilometrów. Przy dziesięciu stopniach mniej i większej ilości zapasów, byłaby to naprawdę przepiękna wędrówka z niesamowitymi widokami. Tutaj jednak z każdą chwilą zmęczenie sprawiało, że nie za bardzo zwracaliśmy uwagę na otoczenie, chociaż ostatni fragment trasy od Przełęczy Bukowskiej do szalenie atrakcyjnych nie należał. Jedynie na samym końcu, pięknie i dostojnie na horyzoncie malowała się Tarnica. I naprawdę warto na nią wejść. :)
![]() |
piękna i wyniosła Tarnica. :))) |
~~Madusia.
Podziwiam Was, ja bym nie dała rady wędrować przez 6 godzin. Ale patrząc na widoki
OdpowiedzUsuńwarto by było. Tam jest tak pięknie! :)
Serdecznie zapraszam do mnie: http://world-of-sandra-anna.blogspot.co.uk/
podziwiam :)
OdpowiedzUsuńPiękne widoki , na pewno warto było wędrować tak długo . Szacun ,że daliście rade !:)
OdpowiedzUsuńhttp://adtadtadta.blogspot.com/
przede wszystkim gratuluję zdobycia Tarnicy! :) brak wody to faktycznie problem, ale daliście radę i nic Wam się nieprzyjemnego nie stało. :) zrobiliście sporo kilometrów... w sumie jestem zdziwiona, że zdecydowaliście się na wędrówkę w taki upał.
OdpowiedzUsuńpocztówkę z krzyżem na Giewoncie mam, ale z krzyżem na Tarnicy nie.
piękne zdjęcia i świetny tytuł posta, aż włączyłam tę piosenkę ''jak dobrze nam zdobywać góry''. ja nigdzie w te wakacje nawet nie pojechałam ;/ pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńKurde, podziwiam za TAKIE WYPRAWY w upał... Ale czego nie robi się dla cudownych widoków, satysfakcji i dobrych zdjęć ;) Tarnica to nawet spore wyzwanie, podziwiam :)
OdpowiedzUsuńBardzo fajne zdjęcia :)
OdpowiedzUsuńMÓJ BLOG - KLIK
Piękne, znajome widoki, ale taka trasa naprawdę potrafi dać się we znaki, przy takim upale i małej ilości wody. Szacun, że pomimo wszystko daliście radę:)
OdpowiedzUsuńAch te upały... Ludzie się dziwią, ale zdecydowanie bardziej wolę gdy jest zimno (szczególnie podczas chodzenia po górach!). Piękne widoki :)
OdpowiedzUsuńhttp://podrozewsrodpiekna.blogspot.com/
Dla takich widoków warto trochę się pomęczyć :)
OdpowiedzUsuńhttp://dominikamorys.blogspot.com/
Fajne zdjęcia, zwłaszcza te zwierzątka na drodze :)
OdpowiedzUsuńhttp://astrall-bloguje.blogspot.com/
Mega blog !
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie ; flarri.blogspot.com
Myśle że zostawisz po sobie jakiś ślad ;)
Świetne widoki! Zapraszam do mnie, mam nadzieję, że jeśli Ci się spodoba zostaniesz na dłużej :) smileelucky.blpgspot.com
OdpowiedzUsuńhttp://tulipan4212.blogspot.com/ zapraszam ;)
OdpowiedzUsuńJa juz dawno nie byłam w górach :D
OdpowiedzUsuńhttp://official-patty.blogspot.com/
Madusiu,
OdpowiedzUsuńcudowna relacja i przepiękne zdjęcia.
Trasa mocno dała Wam się we znaki.
Jestem zachwycona krajobrazami.
Pozdrawiam:)*
Owieczki wymiatają :D
OdpowiedzUsuńPiękne widoczki :) Jak widać nie trzeba jechac daleko zeby tak milo spedzic czas w takim pieknym krajobrazie ;)
OdpowiedzUsuńhttp://kaleerie.blogspot.com/
Piękne widoki,ja ostatnio wybrałam się na Morskie Oko i nad Czarny Staw,-Ludzi masa!
OdpowiedzUsuńByłam w Bieszczadach jeszcze w gimnazjum i pamiętam że z trudem chodziło się po górach a jeszcze w taką pogodę to już rzeczywiście hardcorowe, podziwiam :)
OdpowiedzUsuńWidoki wydają mi się niezmienne gdziekolwiek jest się w górach :) też bywam w nich często. Współczuję wchodzenia zakwasy na pewno były lub są. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńodrobinaraju.pl
Podziwiam naprawdę ;) ja chyba nie wybrałabym sie w taka pogodę na wędrówkę na szczyt, gratuluje
OdpowiedzUsuńizzy-bblog.blogspot.com
(Mogłabym poprosić o poklikanie w ostatnim poście ? ;) )
zazdroszczę, ja byłam bardzo dawno w górach :)
OdpowiedzUsuńMój blog - byAjina
KONKURS FOTO klik
Śliczne zdjęcia :)
OdpowiedzUsuńwww.roseoffashionblog.blogspot.com
Uwielbiam oglądać zdjęcia z podróży! Gratuluję zdobycia szczytu! Gdyby tylko moi znajomi lubili chodzić po górach...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
http://natasiak.blogspot.com/
góry !<3 to co kocham...:)
OdpowiedzUsuńPomogłabyś mi? Jeśli tylko masz czas i ochotę, poklikaj w poscie w linki : http://twoimioczami.blogspot.com/2015/08/pierwsza-wspolpraca-my-wishlist-with.html Z góry dziękuje:) a jeśli uważasz za spam - okej! Mimo wszystko zostawiam komentarz :)
o ludu ja chcę w góry jeszcze raz:D
OdpowiedzUsuńMega zdjęcia .zapraszam do mnie ; flarri.blogspot.com
OdpowiedzUsuńciekawe zdjęcia, góry są piękne!
OdpowiedzUsuńZapraszam do obejrzenia mojego filmiku konkursowego Coca Cola i dziękuję za każdą opinię.
http://zyciepiszehistoriee.blogspot.com/2015/08/konkurs-coca-cola.html
Pozdrawiam Zuzia :)
super zdjecia :) ja mieszkam prawie że w górach, bo do
OdpowiedzUsuńgór stołowych mam chyba m,niej niż 20 km wiec
dla mnie góry to normalka :)
pozdrawiam cieplutko myszko :*
ayuna-chan.blogspot.com
Zazdroszcze :) Ja jeszcze nigdy nie byłam w Górach. Byliśmy na wycieczce w Zakopanem ale na szlak nie wchodzilismy.
OdpowiedzUsuńhttp://zyjewmoimwlasnymswiecie.blogspot.com/
Super zdjęcia :-)
OdpowiedzUsuńFajna wycieczka
fanką chodzenia po górach nie jestem, ale wybrałabym się gdzieś zdobyć jakiś mały szczyt :) mierzę siły na zamiary :P same widoki już mnie przekonują !
OdpowiedzUsuńCudowne widoki, aczkolwiek po górach chodzić nie lubię, haha :) melodylaniella.blogspot.com
OdpowiedzUsuńpost dla moich teściów, którzy kochają zdobywać góry:p
OdpowiedzUsuńSandicious
W te wakacje również byłam na Tarnicy, wraz z zespołem mieszkaliśmy w Wołosatem :D! Niezapomniane widoki.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam // mój blog
świetne widoczki! :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Monika
Piękne widoki :) O dłuższego czasu chodzi mi po głowie rowerowy wypad w Bieszczady :) Może w przyszłym roku się uda :)
OdpowiedzUsuńhttps://istanbulolala.biz/
OdpowiedzUsuńN7VV
urfa evden eve nakliyat
OdpowiedzUsuńmalatya evden eve nakliyat
burdur evden eve nakliyat
kırıkkale evden eve nakliyat
kars evden eve nakliyat
2AJJ
urfa evden eve nakliyat
OdpowiedzUsuńmalatya evden eve nakliyat
burdur evden eve nakliyat
kırıkkale evden eve nakliyat
kars evden eve nakliyat
51JVNV
ADF0F
OdpowiedzUsuńAnkara Şehirler Arası Nakliyat
Manisa Lojistik
Bursa Evden Eve Nakliyat
Isparta Parça Eşya Taşıma
Muş Şehir İçi Nakliyat
Samsun Parça Eşya Taşıma
Bitrue Güvenilir mi
Ardahan Lojistik
Eryaman Parke Ustası
41B31
OdpowiedzUsuńIsparta Evden Eve Nakliyat
Silivri Çatı Ustası
Ünye Televizyon Tamircisi
Adana Şehir İçi Nakliyat
Muş Evden Eve Nakliyat
Uşak Parça Eşya Taşıma
Ordu Lojistik
Niğde Şehirler Arası Nakliyat
Kastamonu Evden Eve Nakliyat
B2801
OdpowiedzUsuńÇerkezköy Televizyon Tamircisi
Urfa Şehirler Arası Nakliyat
Sincan Boya Ustası
Kırşehir Lojistik
Elazığ Şehir İçi Nakliyat
Sinop Şehir İçi Nakliyat
Bitmart Güvenilir mi
Bolu Parça Eşya Taşıma
Bartın Şehir İçi Nakliyat
AB0DF
OdpowiedzUsuńMuğla Şehir İçi Nakliyat
Pi Network Coin Hangi Borsada
Silivri Parke Ustası
Bayburt Parça Eşya Taşıma
Arbitrum Coin Hangi Borsada
Coinex Güvenilir mi
Yenimahalle Fayans Ustası
Jns Coin Hangi Borsada
Burdur Evden Eve Nakliyat
D9677
OdpowiedzUsuńBinance Nasıl Kayıt Olunur
Bitcoin Mining Nasıl Yapılır
Bitcoin Kazanma
Binance Borsası Güvenilir mi
Kripto Para Üretme Siteleri
Binance Neden Tercih Edilir
Paribu Borsası Güvenilir mi
Coin Kazma Siteleri
Coin Kazma
E9749
OdpowiedzUsuńKripto Para Kazanma Siteleri
Bitcoin Nasıl Üretilir
Bitcoin Üretme Siteleri
Binance Nasıl Kayıt Olunur
resimli magnet
Binance Madencilik Nasıl Yapılır
Bitcoin Madenciliği Nedir
Kripto Para Oynama
Coin Oynama
48508
OdpowiedzUsuńmuş sesli sohbet siteler
yabancı görüntülü sohbet uygulamaları
niğde canli sohbet bedava
mersin ücretsiz görüntülü sohbet uygulamaları
en iyi ücretsiz sohbet uygulamaları
antalya mobil sohbet et
canlı görüntülü sohbet odaları
niğde mobil sohbet
çorum parasız görüntülü sohbet
DCFD1
OdpowiedzUsuńbinance
referans kimliği nedir
probit
gate io
mexc
tarçın sabunu
mercatox
mexc
probit
31BE8
OdpowiedzUsuńgate io
bitcoin haram mı
bybit
kucoin
bibox
kızlarla canlı sohbet
bitcoin seans saatleri
binance referans kod
bitcoin nasıl kazanılır
08C83
OdpowiedzUsuńkraken
kraken
binance ne demek
sohbet canlı
referans kodu
4g mobil
papaya meyvesi
bitcoin nasıl üretilir
kucoin
B828F
OdpowiedzUsuńMay 2024 Calendar
coin nasıl alınır
telegram kripto para grupları
en eski kripto borsası
telegram en iyi kripto grupları
bitcoin giriş
March 2024 Calendar
kraken
bybit