Koniec października zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim jesień, która w Krakowie ma ostatnio przeróżne oblicza. Raz jest ciepło i słonecznie, a następnego dnia szaro, buro i smogowo. Trzeba się przyzwyczaić, zwłaszcza że dzisiaj zmienialiśmy czas i teraz to dopiero będzie ciemno, gdy słońce (o ile się pojawi) będzie znikać po szesnastej. Nie ma co jednak narzekać, trzeba sobie znaleźć jakiś sposób na radzenie z jesienną chandrą. Dobrym sposobem jest jedzenie i pewnie dlatego Restaurant Week jest organizowany właśnie w tym czasie. Od kilku lat bierzemy udział w tym wydarzeniu i przyznam szczerze, że należy ono do grona moich ulubieńców. Bo może i nie widać tego po mnie, ale jednak lubię sobie czasem dobrze zjeść. A tutaj mam chwilami niepowtarzalną okazję na spróbowanie smaków, które normalnie nie goszczą na moim talerzu. ;) Tym razem postanowiliśmy poszerzyć nasze kulinarne horyzonty wyprawą aż na lotnisko w Balicach, gdzie w hotelu Hilton mieści się L'atmosphere Restaurant&Bar. I była to naprawdę pyszna wyprawa. <3
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Knajpa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Knajpa. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 28 października 2018
poniedziałek, 1 maja 2017
Kwietniówka, czyli alternatywna majówka - Golub - Dobrzyń. ;)
I wreszcie przyszedł maj! ;) I dobrze, bo kwiecień chyba wszystkim dał mocno w kość i tęsknić za nim nie będziemy. U nas trochę się przez ten miesiąc działo, co powoli mam zamiar pokazywać na blogasku, nieco ostatnio zaniedbywanym. Nadrabianie zaległości zacznę zaś od naszej alternatywnej majówki, czyli tak naprawdę kwietniówki, bo wybraliśmy się na nią w pierwszy weekend kwietnia (a dokładniej na przełomie marca i kwietnia). Patrząc po obecnych prognozach pogody, był to pomysł idealny, bowiem miesiąc temu było zdecydowanie ładniej i przyjemniej. Cały wyjazd zaplanowaliśmy już miesiąc wcześniej (czyli pod koniec lutego), gdy narodził się w naszych głowach pomysł adopcji kolejnej świnki morskiej, która zapełniłaby pustkę powstałą po śmierci Nataszki. I tak jakoś wyszło, że najbardziej zapragnęliśmy świnki z Bydgoszczy i do tego właśnie miejsca dorobiliśmy całą wycieczkę. Zaczęła się już w piątek, gdy po pracy zapakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy prosto do Golubia-Dobrzynia, gdzie czekał na nas nocleg w krzyżackim zamku. ;) I o nim będzie dzisiejsza opowieść, na którą serdecznie Was zapraszam. :)
środa, 14 grudnia 2016
Blogmas: dzień 14. - o tym jak bardzo Sushi Kushi. ;p
W czternastym dniu naszego blogmasa skupimy się na jedzeniu. I to na nie byle jakim, bo jednym z moich ulubionych, chociaż zdecydowanie nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Wprost przeciwnie, pierwszym sushi jakie spróbowałam, plułam dalej niż widziałam. ;p Dopiero później stwierdziłam, że jednak nie jest to takie złe, a w momencie, gdy odkryłam knajpę, o której dzisiaj chcę napisać, przepadłam i zakochałam się w nim po czubki moich włosów. ;p Otóż kilka miesięcy temu na naszym betonowym zadupiu wszechświata, jakim jest krakowski Ruczaj, swoje podwoje otworzyła sieciówka Sushi Kushi, a że mamy tam dosłownie dwa kroki pojawiliśmy się dość szybko. Pierwsza wizyta zaowocowała prawdziwą miłością i od tamtej pory zamawiamy tam raz na jakiś czas. A co dokładnie tak mnie urzekło - o tym poniżej. Zapraszam. :)
poniedziałek, 28 listopada 2016
Mój własny Kraków: bliskowschodnie klimaty na Szerokiej po raz drugi. :)
Huhuha, taka zima zła. Przyszła dzisiaj do Krakowa i przykryła miasto białą pierzynką. Może to i lepiej, bo ta wszechobecna szarość już trochę mnie dołowała. Ale nie ma, nie dajemy się smutkowi, bierzemy się w garść i tuptamy przed siebie z wysoko podniesionym czółkiem (albo coś w tym stylu ;p). W ramach psychoterapii blogowej wymyśliłam (i trochę podpatrzyłam na innych blogach, trza się inspirować przecież ;p), że zrobię wyzwanie typu blogmas, czyli coś na kształt kalendarza adwentowego na blogasku. I w związku z tym od pierwszego grudnia aż do Wigilii notki będą pojawiały się codziennie. Takie wyzwanie! Będzie się działo, to na pewno mogę Wam obiecać. ;)
A ostatnio znów stwierdziliśmy, że fajnie będzie wyjść z domu, bo tyle dobrych miejsc w Krakowie jest. Trochę się zastanawialiśmy, gdzie by tu sobie coś dobrego zjeść, aż padło na miejsce dobrze nam znane. Ba, nawet już o nim pisałam, prawie trzy lata temu. I tak w nawiązaniu do tej notki wylądowaliśmy w sobotnie popołudnie na krakowskim Kazimierzu, gdzie mieści się lokal o nazwie Hamsa hummus & happiness israeli restobar. Czy i tym razem nam smakowało? Zapraszam do lektury. :)
A ostatnio znów stwierdziliśmy, że fajnie będzie wyjść z domu, bo tyle dobrych miejsc w Krakowie jest. Trochę się zastanawialiśmy, gdzie by tu sobie coś dobrego zjeść, aż padło na miejsce dobrze nam znane. Ba, nawet już o nim pisałam, prawie trzy lata temu. I tak w nawiązaniu do tej notki wylądowaliśmy w sobotnie popołudnie na krakowskim Kazimierzu, gdzie mieści się lokal o nazwie Hamsa hummus & happiness israeli restobar. Czy i tym razem nam smakowało? Zapraszam do lektury. :)
środa, 16 listopada 2016
Mój własny Kraków: idealny sposób na zimę wg Mr. Pancake.
Ostatnie dni nie były łatwe, a od wczoraj jest jeszcze gorzej. Nasza świnka Nataszka wylądowała u weterynarza i została tam na noc, a dopiero za kilka godzin będziemy wiedzieli co jej się dzieje. Jeśli nie jest strasznie źle to będzie to tylko infekcja, jeśli będzie źle to kamień i czeka ją operacja. W ramach wsparcia dla Nataszki u weterynarza została też nasza druga świnka Kluska i strasznie smutno i cicho zrobiło się nam w mieszkaniu. Szczególnie dało się to odczuć rano, gdy robiłam Tomaszowi śniadanie do pracy i nikt się nie darł, gdy otwierałam lodówkę. A uwierzcie, Kluska drzeć się potrafi jak wyczuwa potencjalną możliwość zjedzenia czegoś dobrego. ;) Dobrze, że nie gustuje w tym co my, bo mielibyśmy wczoraj ogromne wyrzuty sumienia, ponieważ wracając od weterynarza postanowiliśmy skorzystać z okazji, że jesteśmy w centrum Krakowa i wybrać się na jakiś szybki obiad. A że ostatnio czytałam o pewnej knajpie, to nie wahaliśmy się długo i skierowaliśmy nasze kroki w stronę ulicy Dolnych Młynów i miejsca o nazwie Mr.Pancake Kraków / Bifor. I powiem Wam, że była to naprawdę dobra decyzja i jedyny jasny punkt wczorajszego dnia. :)
niedziela, 23 października 2016
Mój własny Kraków: Restaurant Week Polska w Restauracji Qualita.
Mam wrażenie, że każdy kolejny dzień jest coraz krótszy i coraz mniej w jego trakcie robię. Pewnie wiąże się to z faktem, że za trzy dni mam egzamin i mam coraz bardziej mieszane uczucia w stosunku do mojego rezultatu. O dziwo, jednak nie stresuję się tak, jak zwykłam to czynić przed każdym cięższym egzaminem, co nieco mnie zastanawia. Nie wyciągam jednak pochopnych wniosków i po prostu czekam na środę, bo wtedy to właśnie ma mieć miejsce to zacne wydarzenie, na które czekam i zakuwam od tylu miesięcy. I powiem Wam, że nie mogę się doczekać aż będzie już po. Tak po prostu po, żebym mogła z czystym sumieniem odgruzować nasze mieszkanie, przeczytać książkę bez wyrzutów sumienia czy też obejrzeć seriale, które leżą i czekają na mnie. I to bez względu na wynik, bo przecież świat się nie zawali jak mi nie wyjdzie, a przynajmniej tak sobie uparcie powtarzam od pewnego czasu. ;) A wczoraj w ramach odpoczynku i chęci zjedzenia czegoś dobrego (no bo bądźmy szczerzy, ostatnio głównie jemy kasze w różnych konfiguracjach, zaś zrobienie sałatki to już maksimum tego na co mnie obecnie stać ;p), postanowiliśmy wziąć po raz pierwszy udział w evencie Restaurant Week Polska.
środa, 5 lutego 2014
Bliskowschodnie klimaty na Szerokiej. :)
Kolejny post z cyklu kulinarnych podróży po Krakowie, bowiem poprzedni cieszył się całkiem sporym zainteresowaniem, a poza tym po prostu ostatnio często gdzieś bywamy razem z Tomkiem. ;)
Wszystko zaczęło się w pierwszą niedzielę października zeszłego roku, gdy trafiliśmy do hotelu Forum na kolejną edycję festiwalu Foodstock. W środku wyraźnie dominowały dwie kolejki- jedna do sushi, zaś druga właśnie do izraelskiej knajpy na Szerokiej o pięknie brzmiącej nazwie HAMSA hummus & happiness israeli restobar. I zdecydowanie opłacało się wystać kilkanaście minut w kolejce, żeby spróbować smaków, których, przyznam się, wcześniej nigdy nie próbowałam.
Wszystko zaczęło się w pierwszą niedzielę października zeszłego roku, gdy trafiliśmy do hotelu Forum na kolejną edycję festiwalu Foodstock. W środku wyraźnie dominowały dwie kolejki- jedna do sushi, zaś druga właśnie do izraelskiej knajpy na Szerokiej o pięknie brzmiącej nazwie HAMSA hummus & happiness israeli restobar. I zdecydowanie opłacało się wystać kilkanaście minut w kolejce, żeby spróbować smaków, których, przyznam się, wcześniej nigdy nie próbowałam.
niedziela, 15 grudnia 2013
Dobra amerykańska robota- niedzielne obiady w "Well Done".
Jakoś tak złożyło się, że ostatnie dwie niedziele upłynęły mi pod znakiem kuchni amerykańskiej. Razu pewnego przeczytałam w gazecie recenzję Wojciecha Nowickiego, a że brzmiała bardzo zachęcająco, przekazałam ją dalej mojej własnej osoby towarzyszącej (tak W. Nowicki określa zwykle osoby mu towarzyszące, więc i mnie nieco udzieliła się ta nomenklatura, ale muszę popracować nad wymyśleniem własnej nazwy. Chociaż chyba pozostanę przy imieniu- Tomasz, bo takie właśnie nosi osoba zwykle mi towarzysząca od pewnego czasu. ;p) i postanowiliśmy wybrać się tam na sobotni obiad. Niestety (a dla właścicieli na pewno bardzo stety) w weekendy panuje tam naprawdę niezły ruch, więc dla pewności (bo oboje się nastawiliśmy na konsumpcję) zarezerwowaliśmy sobie stolik. Znaczy się- Tomasz zarezerwował. ;) I nie na sobotę, a na niedzielę. Taka sytuacja. ;p
Ogólnie lokal składa się z dwóch sal, mieści się przy Placu Wolnica, na rogu Mostowej i Bocheńskiej, ale myśmy zawsze trafiali do drugiej, mniejszej sali, więc tylko z niej mam zdjęcia. Dają jednak one wyobrażenie o całości, bowiem utrzymana jest w podobnym (amerykańskim oczywiście) stylu. Ta druga sala jest nieco ciemniejsza, zapewne z powodu braku okien, ale w niczym to nie przeszkadza. Może jedynie zdjęcia słabo wychodzą. ;p
Subskrybuj:
Posty (Atom)






