Szalenie męczący jest tegoroczny czerwiec. Do letniej sesji, będącej samą w sobie problemem, bo kto normalny ma ochotę uczyć się, gdy taka piękna pogoda za oknem panuje, w tym roku doszedł jeszcze mundial (a ja jako wielka fanka sportu wszelakiego nie odrywam się od telewizora czy laptoka, oglądając wszystko z zapartym tchem, poza tym jest to dobra wymówka, żeby się nie uczyć) i przeprowadzka, bo razem z Tomkiem szukaliśmy naszego pierwszego wspólnego mieszkania. Póki co, wszystko idzie dobrze, bo i jakoś egzaminy się zdają i nawet mieszkanie się całkiem przyjemne znalazło, tylko moja kochana Portugalia średnio bardzo sobie radzi (i to jest wyjątkowo delikatne określenie na ich grę przeciwko Niemcom). Ale wszystko to zabiera strasznie dużo czasu i już niewiele go pozostaje na odpoczynek czy jakieś wyjazdy w cieplejsze weekendy. Jednak dwie niedziele temu udało nam się wybrać do przeuroczego miasteczka, o którym wiele słyszałam i które chciałam odwiedzić już od kilku lat- a mianowicie do Lanckorony. :)