poniedziałek, 2 maja 2016

5 moich ulubionych miejsc w Polsce.

        I wreszcie przyszedł maj i wiosna rozgościła się na dobre. Powoli zbieramy się, żeby rozpocząć tegoroczny sezon podróżniczy, bo do tej pory szło nam to średnio. Było nieco komplikacji natury organizacyjnej, ale niedługo wreszcie wyjdziemy z tego dołka i wszystko wróci do normy. Także i moje pisanie, w którym ostatnio opuściłam się dość mocno. Ale już wracam i to z tematem takim idealnym na maj i różne majówkowe wyprawy, bowiem dzisiaj chciałabym przedstawić pięć moich ulubionych miejsc w naszym przepięknym kraju. Jest to lista dość okrojona, bo jak już sobie narzuciłam z góry, że ma być pięć miejscówek, to chciałam się tego trzymać. Przyznam szczerze, że wybór był bardzo ciężki, bo w Polsce można znaleźć naprawdę mnóstwo absolutnie przecudownych miejsc, stąd też zaznaczam, że lista jest wybitnie subiektywna. I alfabetyczna, bo ciężko było mi wybrać te najbardziej naj z naj. ;)


środa, 6 kwietnia 2016

Zachód słońca w Piaskach. :)

        Przyszła wiosna. Kraków pachnie oszałamiająco i wyjątkowo nie jest to smog, tylko kwitnące drzewa. Aż chce się żyć, a nie tylko siedzieć w pracy. ;) Niestety, dorosłość ma swoje wady i nie można cały czas beztrosko się bawić. Pozwala to jednak zdecydowanie mocniej docenić te piękne chwile odpoczynku i niesamowitych przeżyć. I ostatnio takim właśnie przepięknym momentem w moim życiu był sentymentalny powrót na Mierzeję Wiślaną, a dokładniej do Piasków, o czym już pisałam ostatnio. A dzisiaj kolejna część zachwytów nad tym fantastycznym miejscem, bo przecież największą frajdą z pobytu nad morzem jest wyprawa na zachód słońca. A że do zachodów słońca mam ogromną słabość (o czym doskonale wiecie), to nie mogło zabraknąć tego punktu w programie wyjazdu. I było pięknie. :)

środa, 30 marca 2016

Zakochaj się w Mierzei Wiślanej.

       Zdecydowanie to, co pokochaliśmy w dzieciństwie, zostaje na długo w naszych serduszkach. W moim przypadku tak jest z Mierzeją Wiślaną, na którą rodzice zabrali mnie na wakacje mniej więcej dwadzieścia lat temu. Wylądowaliśmy w ostatniej mieścinie tuż przed granicą rosyjską - w Piaskach. Jej piękno polega na tym, że panuje tutaj cisza i spokój, nie ma zbyt wielkiego tłoku, a okolica jest urodziwa ponad miarę. Zapadło mi to w pamięć na długie lata i gdy nadarzyła się okazja, by tam powrócić, nie wahałam się zbyt długo. I w ten sposób w Wielką Sobotę po pracy zapakowałam się w nasze piękne Pendolino i raptem w pięć godzin z Krakowa znalazłam się w zamglonym Malborku, skąd odebrał mnie Tomasz i zawiózł na Mierzeję. Z racji faktu, że dojechaliśmy tam przed dwudziestą drugą, to dopiero następnego dnia, w Wielką Niedzielę, ruszyliśmy z samego rana na pierwszy spacer po plaży będący zarazem niezwykle sentymentalną wycieczką. I do tego absolutnie przepiękną. :)

poniedziałek, 29 lutego 2016

5 ulubionych destynacji podróżniczych.

        29 lutego to szczególna data, która zdarza się raz na cztery lata. I z tej szczególnej okazji, zamiast paść na pysia po kolejnym długim i ciężkim dniu pracy, postanowiłam przezwyciężyć zmęczenie i napisać kilka słów na blogasku. Zaniedbywanym dość haniebnie w ostatnich czasach, co uczciwie stwierdzam i kajam się, obiecując zarazem poprawę. A okazji do niej w marcu nie zabraknie, bo wreszcie uda się rozpocząć sezon wyjazdowy. I to dość nietypowo jak na mnie, ale szczegółów na razie zdradzać nie będę, niech będzie niespodzianka. A dzisiaj, żeby trochę przełamać schematy, postanowiłam zrobić notkę tematyczną. Na wielu blogach można spotkać przeróżne wyliczenia i klasyfikacje i inspirowana właśnie nimi stworzyłam swoją własną listę pięciu ulubionych destynacji podróżniczych. Szczerze mówiąc myślałam, że będę miała problem z wymyśleniem aż pięciu miejsc, ale koniec końców nie było to wcale takie trudne. A nawet wprost przeciwnie - ciężko było wybrać tylko pięć i dlatego ograniczyłam się wyłącznie do tych nieco dalszych kierunków, leżących poza granicami naszego pięknego kraju. Stało się tak bynajmniej nie dlatego, że tutaj nigdzie mnie nie ciągnie, po prostu będzie o tym osobna opowieść. Dzisiaj skupimy się na europejskiej zagranicy i nie przedłużając zatem zapraszam Was na moją subiektywną listę pięciu ulubionych destynacji podróżniczych.

środa, 17 lutego 2016

Hiszpańskie opowieści: Tarifa z widokiem na Afrykę.

       Dzień ucieka za dniem, czasu na wszystko coraz mniej, generalnie życie człowieka pracującego i to w dość nieregularnych porach nie jest sielanką. Ostatnio jedyne na co mam siłę po powrocie do domu, to zjedzenie obiadu i zaszycie się pod kołdrą ze stosikiem książek. O większej aktywności nie ma mowy, na szczęście pogoda nie zachęca do niczego, więc przynajmniej nie mam wyrzutów sumienia. Może w marcu będzie lepiej, taki generalnie jest plan. A co z niego wyjdzie, okaże się. Dzisiaj doszłam jednak do wniosku, że po prostu nie wypada już robić tak długiej przerwy od pisania i trzeba sięgnąć do przepastnej skarbnicy mojego dysku i wyciągnąć na światło dzienne kolejną opowieść z absolutnie cudownej Hiszpanii. Nic nie poprawia lepiej humoru w deszczowy i szary dzień w Krakowie jak solidna dawka pozytywnej energii ze słonecznej Andaluzji. Zapraszam zatem dziś do Tarify - najbardziej wysuniętego na południa miasta kontynentalnej Hiszpanii, gdzie do Afryki jest dosłownie rzut kamieniem. ;)

z marokańskim wybrzeżem w tle. :)

czwartek, 21 stycznia 2016

Hiszpańskie opowieści: Zagubieni w Granadzie.

        Gdy za oknem radośnie pada śnieg i otula cały Kraków białą pierzynką, jedyne na co mam ochotę, to schować się pod kocyk i nie ruszać się nigdzie. Na szczęście, mam teraz kilka wolnych dni, więc oczywiście się rozchorowałam i leżę z gorączką pod wyżej wymienionym kocykiem. Nie przeszkadza mi to jednak we wspominkach, którymi zwykle zajmuję się zimą, gdy pogoda nie dopisuje. I dzisiaj mnie naszło, żeby powrócić do Granady, w której rozpoczęliśmy naszą wielką andaluzyjską przygodę. A początki te były szalenie wesołe i zamotane. ;)

sobota, 9 stycznia 2016

Hiszpańskie opowieści: poszukiwania mostu w Rondzie. ;)

        Nowy rok przywitał nas trzaskającym mrozem, a później spadł śnieg. Zrobiła się zima pełną gębą i coraz bardziej zaczynam tęsknić za wiosną. I jak zwykle w takich chwilach pocieszam się wspomnieniami słonecznych dni spędzonych w przepięknej Andaluzji. Mimo iż był to listopad, to trafiło się nam kilka naprawdę wspaniałych dni, gdy pogoda była totalnie wakacyjna. I właśnie jednym z takich dni był ten, w którym zawitaliśmy do miasteczka z najbardziej chyba znanym mostem w całej Hiszpanii - Rondy. W przeciwieństwie do poprzednich miejsc, które opisałam na blogu, a których szukać można w przewodnikach ze świecą w ręku, Ronda występuje w nich zawsze. Obok Alhambry w Granadzie jest to chyba najpopularniejsze miejsce w Andaluzji. Trochę nas ta opinia przerażała, bowiem  na miejscu spodziewaliśmy się dzikich tłumów, ale  na szczęście, nie było tak źle. ;)


czwartek, 31 grudnia 2015

Żeby nadchodzący nie był gorszy. :))

       Kolejny rok za nami. Było to kilkaset naprawdę niesamowitych dni, przeplatanych chwilami wzlotów i upadków, zaskakujących wydarzeń i realizacji tych naprawdę długo wyczekiwanych planów. I mimo iż nie wszystko poszło zgodnie z moimi wcześniejszymi założeniami i po mojej myśli, to jestem zadowolona, bo tak właściwie nie mam powodów do narzekań. Mogę spokojnie skończyć ten rok słowami, że jestem szczęśliwa i mam nadzieję, że podobnie będzie w tym nowym, zaczynającym się dzisiaj o północy. Powtarzając słowa sprzed trzystu sześćdziesięciu pięciu dni - oby ten nadchodzący rok nie był gorszy. I tak też życzę Wam wszystkim z całego serduszka. ;*
        I w zgodzie z tradycją - małe podsumowanie minionego roku, bo czy jest lepszy czas na jego wykonanie niż ostatni dzień roku. :)

spoglądanie w dal z nadzieją, że nadchodzący rok nie będzie zły. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...